parallax background

Zabrałam dziecku TABLET. Na zawsze. [+wersja AUDIO]

maska sowy
Nie jesteś sama we wszechświecie
30 września 2018
angielskie ksiazki
5 pięknych i prostych książek po angielsku (dla przedszkolaków) [+VIDEO]
24 października 2018
 

Kto choć raz mnie spotkał, z pewnością na zawsze zapamiętał moje firmowe, charakterystyczne do szpiku kości wywrócenie gałek ocznych w sytuacjach irytujących lub mało komfortowych.



Posłuchaj wersji AUDIO tekstu:



N ieuchronnie zbliżam się do trzydziestki, ale dzięki temu opanowanemu do perfekcji wyrazowi dezaprobaty mogłabym z powodzeniem zagrać w amerykańskim filmie zbuntowaną siedemnastkę o strapionym bolączkami wszechświata sercu - wywracającą oczami na wieść o tych bolączkach, rzecz jasna. Bez charakteryzacji. Nauczyłam się tego mając 6 lat.

W zerówce “uczyli” nas czytać. Siedzieliśmy przy takich śmiesznych mikroskopijnych stolikach i każde dziecko, po kolei, miało do wydukania jedno zdanie. Zaczynały dzieci siedzące na początku sali, logiczne. Ja siedziałam na końcu, dlatego skazana byłam na ciągnące się w nieskończoność wysłuchiwanie nieudolnych prób składania liter w słowa, a słów w zdania.

“P-A-R-Aaa… yyyy...Z? S! S-O-L. PAAARAAASOOL. J-E-S-T. JEST! PARASOL JEEEEEST… N-I-E-B-I-E-S-K-I.” - czytał jeden z przedszkolaków*.
Wyobraź sobie, że nie on jeden. Wszystkie dzieci, usadzone od początku do końca sali, tak czytały. A ja każde zająknięcie czy próbę przeliterowania wyrazu kwitowałam tym swoim rasowym wywrotem.

W dzisiejszych czasach dzieci nie są tak łaskawe. Mój starszy syn zapewne w takiej sytuacji głośno wyartykułowałby swoje niezadowolenie zawierając w każdym zdaniu słowo “dupa” lub “kibel”, albo jeszcze gorsze. Wychowałam się jednak wśród pokolenia nauczonego znosić męki w ciszy, która to niejako miała być wyrazem szacunku wobec świata… Ktoś tu chyba jednak zapomniał, że milczenie bywa bardziej zabójcze niż pistolet maszynowy Uzi. Moje spojrzenie potrafi mieć podobny kaliber.

 

***

Byłam wyjątkowym dzieckiem. Nie żadnym tam dziecięcym geniuszem, ale ciągnęło mnie do liter. Podobno nauczyłam się czytać i pisać w tym samym wieku co Maria Curie-Skłodowska (wiem, bo to właśnie w zerówce mieliśmy o niej “czytankę”, okupioną rzecz jasna wieloma powłóczystymi, rotacyjnymi ruchami moich zielonych źrenic). Jak tylko zaczęłam, tak do dziś nie mogę skończyć z namiętnością czytać i pisać.

Przez długi czas nic nie zapowiadało, że mój starszy syn (5l.) podzieli ten los. Kiedy jego rówieśnicy radośnie kolorowali, łączyli kropki celem uzyskania szlaczków, kreślili całkiem sensowne kształty - on nie był w stanie narysować nawet kółka czy trzymać prawidłowo nożyczek. Wiecie, w niektórych krajach 4-letnie brzdące idą już do szkoły i teoretycznie coś tam już potrafią nabazgrać - na przykład swoje imię. A on ani pół kółka!

Jestem raczej z gatunku tych wyluzowanych, co to nie cisną dziecka, żeby dobrnęło na oparach do norm z tabelek. Wierzę, że na wszystko jest odpowiedni czas. Z rezerwą przyjęłam sugestie z przedszkola, że mój mały buntownik może nie nadążać w szkole. Zawsze był wspaniale rozwinięty ruchowo, więc zamiast kariery naukowca czy pisarza, wróżyłam mu karierę sportową. Też nieźle, jeśli nie lepiej.

Skłamałabym jednak mówiąc, że niechęć do rysowania, kreślenia i robienia gryzmołów, nie wynikała z pewnych zaniedbań z mojej strony. Bez bicia przyznaję, że nie jestem taką mamą, która po nocach będzie przygotowywała dziecku karty pracy, pomoce Montessori czy fiszki do nauki. Nie zachęcałam go też jakoś specjalnie do prac manualnych ani nawet do wspólnego czytania. Często dla świętego spokoju (własnego) dawałam mu po prostu do zabawy tablet.

Wiem, mamy XXI wiek. Tablet nie musi być złem, jeśli umiemy mądrze go wykorzystać. Ja niestety nie posiadałam tej magicznej umiejętności. Ostrzegali mnie - oglądanie bajek na tablecie przez małe dzieci opóźnia rozwój mowy. Gry na tablecie obniżają umiejętności motoryki małej. Głucha na to byłam, zasłaniając się aplikacjami, dzięki którym syn nauczył się jak jest po angielsku i niemiecku “koparka” i co to znaczy “excellent” (głucha byłam też na to, że mógłby poznać te słowa analogowo, ogólnie byłam głucha na każde słowa krytyki - i wywracałam na nie oczami w typowym dla siebie stylu). Moje dziecko rzeczywiście długo nie mówiło i niezbyt sprawnie posługiwało się dłońmi, choć z czasem udało się te różnice nadrobić (dziś modlę się o chwilę ciszy z jego strony, na próżno jednak).

Nie planowaliśmy zabierać Maksowi tabletu. Kiedy jednak zaczęły pojawiać się inne straszne rzeczy, przed którymi mnie ostrzegali (ci mistyczni oni czyli dzieciaci znajomi, eksperci i matki na forach internetowych), takie jak chociażby agresja, bezsenność, problemy ze skupieniem uwagi, musieliśmy (z bólem serca!) zastosować drastyczne środki i już nawet nie tyle reglamentować co po prostu... zabrać tablet!

I co?

I nagle okazało się, że dziecko znudzone brakiem kreskówek z YouTube zaczęło interesować się innymi rzeczami. Między innymi rysowaniem, kolorowaniem, projektami przestrzennymi, rękodziełem i pisaniem. Pewnego dnia Maks nudził się tak bardzo, że przyniósł książkę i… zaczął czytać ją młodszemu bratu. Tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, zaczął czytać.

Nie twierdzę, że od razu będzie drugim Mickiewiczem. Nie twierdzę, że tablet to zakała rozwoju małych dzieci i tylko jego eliminacja ten rozwój umożliwia. Nie twierdzę nawet, że to konieczne, aby 5-latek czytał i pisał. Ale ileż to spraw ułatwia i jak bardzo użytecznym jest narzędziem do zdobywania nowej wiedzy, której, jak nie od dziś wiadomo z tekstu "Nie jesteś sama we wszechświecie", jest tak głodny.

Trochę poleciałam clickbaitem twierdząc, że zabrałam mu ten tablet na zawsze. Ale na razie odkrywamy na nowo inne aktywności i być może to zbieg okoliczności z tym czytaniem i pisaniem, ale chcę wierzyć, że wreszcie zrobiłam coś dobrze, że wreszcie chociaż trochę umiem w ten cały parenting.

* Pamiętam nawet imię i nazwisko chłopaka, który tak czytał. Jesteśmy znajomymi na fejsie. Mieliśmy się kiedyś nawet ustawić na piwo. Być może wreszcie dojdzie to do skutku, mam nadzieję, że przez te wszystkie lata poćwiczył chociaż czytanie.

A jak to u Ciebie wygląda? Czy Twoje dziecko korzysta z tabletu czy siedzi z nosem w książkach? A może masz cudowny dar łączenia obydwu tych światów? Koniecznie daj znać w komentarzu!

Pozdrawiam
Monika

5 Comments

  1. Jus pisze:

    🍷 wpadam z serdecznym elo! i szczerym : lubie Ciebie czytać na maxa. Na kwestie tabletu i bajek o tak wczesnej godzinie nie mam siły. True story, czas posiąść sile by wdrażać.

  2. Aga pisze:

    Wróciłaś z blogiem <3

  3. Zagatka pisze:

    My od początku mieliśmy mieszane uczucia co do tabletu, ale czasem potrzebne było wytchnienie, chwila na zrobienie obiadu czy coś. I wtedy był yt – nawet nie tablet, ale telefon czy komp. I to się rozrastało, Olaf chciał więcej i więcej. Zabraliśmy. Potem znów się złamaliśmy i pozwoliliśmy oglądać. Znów było coraz gorzej. Teraz nie ma ani bajek w tv ani w kompie, doszliśmy do wniosku, ze to ma bank przebodzcowuje Olafa. Są piosenki bez obrazu, są książki, a bajka – pierwsza od miesięcy – była dziś w kinie 🙂 nie czuje byśmy na tym wychowaniu unplugged tracili, może czasem jest trudniej, bo yt mocno rodzica uwalnia, ale widzimy więcej plusów niż minusów takiego zycia. Więc może i my coś umiemy w ten cały parenting😆

    • Monika pisze:

      Jak najbardziej propsuję chodzeniu na bajki do kina – staramy się chodzić często, o ile coś fajnego grają… Czasem robimy kino w domu – ale to jest już wcześniej zapowiedziane, przygotowane, umawiamy się na konkretną bajkę i wtedy oglądamy razem 🙂

  4. […] w której to lektor czyta książki, a obrazki wyświetlają się na ekranie (ja wiem, że zawsze kreuję się na przeciwniczkę technologii w życiu dziecka) ale podkreślam: apka to plan C). Ciężko godzić życiowe role jeśli któryś z obszarów […]

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ