parallax background

Trawa jest bardziej zielona tam gdzie ją podlewasz

urodziny bloga
Mój blog ma ROK (dobre rzeczy, osiągnięcia, plany)
11 października 2019
planowanie nauki
Angielski dla dzieci – jak ułożyć plan nauki angielskiego na cały rok (w 1 dzień)
28 października 2019
 

Moja trawa zasługuje na dobre traktowanie, na niczym niezmąconą uwagę. Nie ma sensu tracić energii na porównywanie mojej trawy z cudzą trawą. Trawa jest bardziej zielona tam gdzie ją podlewasz.



TELEGRAFICZNY SKRÓT WPISU:

Mogłabym nie pisać tego tekstu, bo mam inne ważne sprawy na głowie, ale ON JEST POTRZEBNY!


Czuję się gorsza, gdy dzieci innych ludzi szybko łapią języki, a moje nie chcą się uczyć.


Często mam wrażenie, że robię z moimi dziećmi za mało w porównaniu do innych mam.


Porównywanie się do innych to strata czasu i energii - warto poświęcić ją na realizowanie swoich planów, "podlewanie swojej trawy".


Dlaczego tak ważne jest podzielenie się z innymi tym tekstem i zostawienie komentarza.


Trawa jest bardziej zielona tam gdzie ją podlewasz. I kropka. Na tym mogłabym skończyć ten tekst. Ale to ja - muszę sobie pogadać i to jest ten moment, gdy mogę. Położyłam młodszego syna spać, starszy jeszcze biega po podwórku z kolegą, schowałam rozpraszający mnie i denerwujący telefon pod stos poduszek. Wprawdzie mop stoi już gotów do pracy i sam się prosi, by go wprawić w ruch, ale jeśli zabiorę się za cztery miliony innych ważnych czekających na mnie zadań to pewnie nie napiszę tego nigdy, a wierzę, że ten tekst jest potrzebny. Sama chciałabym taki przeczytać, choć myśląc logicznie - przecież to wszystko wiem. Czemu więc…

...czasem czuję się źle będąc częścią szeroko pojętej społeczności rodziców wychowujących dzieci pośród języków obcych?

Czuję się gorsza i bardziej nieudolna gdy widzę “efekty” pracy językowej rodziców z dziećmi - gdy ich maluchy odróżniają słowa w kilku językach, gdy ledwo poszły do przedszkola, a pięknie i biegle konwersują po angielsku. Moje dzieci buntują się, gdy słyszą angielski, nie chcą chodzić na cudowne rozwojowe zajęcia, mają dni, gdy zamykają mi książkę po angielsku podczas wieczornego czytania.

Czuję wyrzuty sumienia widząc, jakie cuda #instamatki wyprawiają z dziećmi w weekendy, kiedy to ja rozkoszuję się dobroczynnym działaniem maski na twarzy i scrolluję beztrosko, a one tam kleją, wyszywają, tworzą. Moje dzieci w tym czasie robią w domu roz...dol, ale rachunek zysków i strat mówi wyraźnie, że dla chwili oddechu - warto. Tylko te wyrzuty wciąż gdzieś wybrzmiewają.

Czuję się niepewnie, gdy słucham opowieści mam, które wybrały edukację domową dla swoich dzieci i robią z nimi tyle wspaniałych aktywności i tak same się w tym spełniają i rozwijają, a ja gdy swoje dzieci odbieram ze żłobka i szkoły to nawet nie mam ochoty ani siły z nimi rysować, bo jestem tak zmęczona pracą.

Czuję się po całości nieogarnięta, gdy koleżanki, które też mają pracę i rodzinę, znajdują czas na szkolenia, studia podyplomowe, weekendowe wyjazdy, randki, jogę o poranku i fitness wieczorem, w dodatku wyglądają zawsze pięknie i świeżo, jeżdżą idealnie czystymi samochodami, mieszkają w wielkich, urządzonych jak w katalogu domach. A ja… no, ja to ja.

Wiecznie rozczochrana, walcząca z tymi kilogramami, które tak serio-serio z roku na rok bardziej zagrażają mojemu zdrowiu i perspektywie zmieszczenia się w większość moich ubrań, w sobotę rano jedyne o czym marzę to leżenie pod kocem i czytanie jakiegoś angielskiego romansidła. Ja z tymi dziećmi niesubordynowanymi, co zamiast nazw kwiatów i drzew chcą tylko bawić się autami i niczym innym. I zamiast tu śmigać po angielsku, to one jak na złość nie śmigają. I z tym moim poczuciem, że robię wystarczająco dużo, wystarczająco dobrze. Że wszystko odwlekam w czasie, przekładam bezsensownie, bezczynnie czekam na magiczne “jutro”, które przecież może nigdy nie nadejść.

Odkładam telefon i orientuję się, że marnuję życie scrollując instagram, wczytując się w te wszystkie posty o idealnym życiu innych na grupach na fb, słuchając opowieści osób, które są z innego świata, mają inną życiową sytuację, inne zasoby. Czas i energię, które poświęcam na wyrzuty sumienia, poczucie niewystarczalności i niepewności, żal, że czegoś nie zdążyłam lub na coś nie wygospodarowałam czasu, na martwienie się, że trawa jest bardziej zielona u sąsiada, powinnam spożytkować inaczej.

Biorę więc konewkę, napełniam i podlewam swój trawnik. Czytam z dziećmi (nie dla efektów, dla frajdy), idziemy na spacer, na rowery. Cieszymy się sobą, a jak już się nacieszymy, to bez wyrzutów sumienia znajduję czas dla mnie samej. Na mój rozwój, na moje bycie sam-na-sam z myślami. Moja trawa zasługuje na dobre traktowanie, na niczym niezmąconą uwagę. Nie ma sensu tracić energii na porównywanie mojej trawy z cudzą trawą.

Trawa jest bardziej zielona tam gdzie ją podlewasz. Zawsze.

***

Fajny tekst? Pokaż go komuś, kto być może potrzebuje przypomnieć sobie, że rodzicielstwo, wychowanie dzieci czy wczesna edukacja to nie wyścig, konkurs czy plebiscyt. Nie ma tu miejsca na medale, badże czy kotyliony, a tym bardziej na porównywanie się i biadolenie, że ja to jestem taka zła, a inne są takie dobre. Nie!

Przygotowanie treści na bloga, youtube i instagram zajmuje mi wiele godzin. Najważniejsza rzecz, jaką z tego mam to SATYSFAKCJA, ale gdy dostaję od Was komentarze, wiadomości, maile to wtedy czuję, że naprawdę warto, że to komuś potrzebne. Nie zamykaj tego okna zanim nie dodasz komentarza (nawet krótkiego) lub chociaż nie wejdziesz na INSTA i nie klikniesz follow by być na bieżąco z moją internetową twórczością. Jestem też od niedawna na facebooku, więc będzie mi miło i na pewno z dużo większym entuzjazmem poświęcę kolejne godziny by tworzyć świetny, wysokiej jakości content, gdy dostanę tam od Ciebie symboliczny “like”. Od Ciebie to tylko tyle, dla mnie AŻ TYLE.

Monika Dawidowicz

autorka bloga Elo Pomelo


Cześć! Mam na imię Monika, mieszkam w ukochanym przeze mnie, magicznym Wrocławiu (choć na koncie miałam epizody w innych miastach, również za granicą), pracuję jako lektor języka angielskiego i maniacko jeżdżę rowerem, nawet podczas deszczu. Uwielbiam czytać książki, ostatnio zwłaszcza te o psychologii, rozwoju i optymalizacji życia (co nie znaczy, że idealnie udaje mi się wdrażać zawarte w nich pomysły, oł noł). Jestem mamą dwóch chłopaków, których wraz z "zupełnie randomowym Anglikiem) wychowujemy dwujęzycznie... a właściwie to i nawet trzyjęzycznie, bo poza angielskim wybrzmiewa w naszym domu hiszpański. Jeśli ktoś puka do moich drzwi, to kurier z pazką z Amazon.
Na blogu piszę o wartościowych materiałach, z których warto skorzystać gdy chcesz stworzyć dziecku dwujęzyczne warunki w domu, a także o swoich przemyśleniach związanych z dwujęzycznością i godzeniem świadomego, zaangażowanego macierzyństwa z pracą. Prowadzę też kanał na YouTube i konto na instagramie, a niedawno to się nawet porwałam na podcast :)

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ