Książki Usborne - hit czy kit? Ciemna strona dwujęzyczności
parallax background

Książki Usborne – hity w naszym domu i ciemna strona pomidora

20 października, 2020
silna mama dwujezycznosc zamierzona
Inne mamy “robią” dwujęzyczność lepiej? Wykorzystaj to!
15 października, 2020
mozg dziecka reprezentacja
Domowe Zasady Ekranowe czyli jak zadbać o dziecięcy mózg
22 października, 2020
 

Opowiem Ci za co kocham i nienawidzę książki Usborne, o historii tego wydawnictwa i gdzie można je kupić. Nie byłabym sobą, gdybym nie pokazała przy okazji kilku tomów z naszej domowej biblioteczki. Wskakuj na pokład, a zabiorę Cię w rejs po książkowym fenomenie ostatnich kilku lat, który zawładnął także regałami książkowymi w wielu polskich domach.

 

Jedni je kochają, inni nienawidzą. Książki Usborne stanowią dużą część oferty wydawniczej na rynku literatury dziecięcej. Jeden z modeli dystrybucji tych książek (MLM, o tym w dalszej części artykułu) kłóci się z moimi przekonaniami o biznesie i “kobiecie” niezależnej, ale same książki są super i w anglojęzycznej biblioteczce moich synów (2 i 7l.) znajduje się kikanaście tytułów właśnie tego wydawnictwa.

 

Skąd się wzięły książki Usborne - krótka historia

Początki wydawnictwa sięgają 1973 roku, gdy Peter Usborne dowiedział się, że po raz pierwszy zostanie ojcem. Postanowił tworzyć literaturę dla dzieci we współpracy z lokalnymi autorami i projektantami. Jak opowiada w filmie na oficjalnym kanale wydawnictwa, jego celem jest wydawanie książek wysokiej jakości, ale też takich, które będą bardzo popularne.

 

Na ten moment wydają książki w ponad 100 językach, m.in. po chińsku, francusku, hiszpańsku czy niderlandzku. Część książek jest licencjonowana i wydawana przez inne lokalne wydawnictwa - w przypadku tych po polsku, dystrybutorem jest wyd. Olesiejuk.

Za co kocham książki Usborne

Na kanale YouTube firmy podejrzałam ich proces twórczy i jestem zafascynowana tym ile osób pracuje nad jedną książką - w dodatku są to stali, wieloletni pracownicy wydawnictwa, pełni pasji i rozumiejący potrzeby dzieci. Tylko ilustratorów mają zdalnych, ale w sumie to rozumiem.

Kiedy któryś z moich synów prosi o książkę na wybrany przez siebie temat, to na 99% przynajmniej jedną lub dwie pozycje pokrywające się z ich zainteresowaniami znajdę w ofercie Usborne. Zdecydowanym plusem jest też łatwa dostępność większości tytułów - nawet polskie sklepy internetowe, specjalizujące się w książkach ogólnie (a nie tylko w książkach dla dzieci po angielsku), np. spory wybór jest w mojej ulubionej księgarni czytam.pl.

Jesteśmy posiadaczami kilkunastu książek Usborne i muszę przyznać, że wszystkie okazały się pozycjami wysokiej jakości pod kątem wykonania - chyba tylko jedną udało się mojemu młodszemu synowi (2l.) zniszczyć, ale sprzyjała temu forma książki - kształtem przypominała autobus i miała obrotowe kartonowe koła, więc oprócz czytania służyła również do jeżdżenia po podłodze. Inne pozycje trzymają się świetnie mimo mocnej eksploatacji. O kilku tytułach wspominałam już zresztą w tekście o najlepszych książkach dla dzieci po angielsku na start. Łatwa dostępność znowu przychodzi z pomocą - nawet rodzic, który nie śmiga po amazonach i innych brytyjskich księgarniach, może łatwo nabyć książki tego wydawnictwa z wysyłką z Polski i zapłacić w złotówkach zwykłym przelewem.

 

Ciemna strona Usbrone

Popularność książek Usborne w Polsce wynika nie tylko z samej jakości i tego, że wiele z tych książek jest po prostu super, ale z modelu ich dystrybucji. Są dwie ścieżki - można takie książki sprzedawać jako księgarnia (i kupować w księgarni), a także jako tzw. “independent organizer” czyli darmowy sprzedawca/przedstawiciel handlowy w modelu MLM (multi-level marketing, po polsku najczęściej nazywany marketingiem sieciowym, jest to jednak zwykła piramida finansowa jak każda inna i uważam, że należy mówić o tym otwarcie).

Co jest złego w MLM? Na ten temat znajdziesz w sieci wiele blogów i filmów, nie chcę zresztą psuć Ci teraz nastroju dramatycznymi historiami, bo co do zasady to jest blog o książkach i dwujęzyczności, a nie o biznesie, ale chciałabym zaznaczyć tylko jedną rzecz. Statystycznie większość osób, które wchodzą w MLM w ostatecznym rozrachunku traci pieniądze [źródło].

Usborne at Home zachęca do wejścia w ten “biznes” (ale to nie jest biznes, jeśli nie masz działalności gospodarczej, nie możesz odliczyć kosztów prowadzenia biznesu od podatku, negocjować cen, brać udziału w tworzeniu i udoskonalaniu produktu, itd.) mamy pozostające na macierzyńskim lub wychowawczym, czyli osoby, które zazwyczaj nie są w najlepszej kondycji finansowej i nie mają wielkich perspektyw rozwoju zawodowego, obiecując, że książki Usborne “sprzedają się same” i pozwalają dorobić do domowego budżetu lub zmienić to w pracę na full-time.

Biorąc pod uwagę jak wiele postów sprzedażowych widzę każdego dnia od rzekomo “niezależnych” przedstawicielek Usborne (nie wiem tylko co jest niezależnego w tym, że za darmo jesteś czyimś sprzedawcą i siedzisz cały dzień na facebooku i gdy ktoś pyta o książki po angielsku to zawsze jesteś pierwszą osobą, która komentuje i mówi, że może coś polecić…) to chyba jednak same się nie sprzedają.

No, ale spoko - każda praca to praca i wymaga pracy. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że obecnie “przebić” się na rynku z książkami Usborne jest niezmiernie trudno. Do mnie codziennie dobija się kilka “niezależnych przedstawicielek” a przecież mój blog też nie jest najbardziej znany w niszy wczesnej edukacji językowej w Polsce.

W Usborne at Home nie możesz konurować ceną (bo wszystkie przedstawicielki Usborne kupują i sprzedają te książki w tych samych cenach - nie mają ich taniej, a co ciekawe, w większości przypadków w księgarniach te tytuły są dużo tańsze).

Nie możesz konkurować ofertą (bo wszystkie przedstawicielki mają tę samą ofertę i ten sam katalog).

Jedyne czym możesz konkurować to szybkością realizacji zamówienia i dostępnością książek od ręki, co w praktyce przekłada się na to, że musisz wyłożyć mnóstwo swoich pieniędzy na zakup książek z oferty Usborne, aby mieć je na miejscu w domu, móc pokazać potencjalnym klientkom środek, ale bez gwarancji, że ktokolwiek je kupi (bo np. moze w niższej cenie i z darmową przesyłką zamówić to samo na Book Depository i ja przyznaję się bez bicia, że wiele razy tak zrobiłam gdy po obejrzeniu książki u “independend organizer” znalazłam ją dużo taniej w księgarni).

Jeśli więc nie jesteś super znana w Internecie (jak np. Aga Basta), nie wejdziesz w komitywę ze znaną blogerką lub instagramerką albo nie masz szkoły językowej, do której chodzą setki uczniów i jako lektury dodatkowe sprzedajesz tam właśnie Usborne - bardzo mało prawdopodobne, żeby udało Ci się mieć z zabawy w “independent organizer” jakikolwiek zysk.

Pomijając już fakt, że jeśli w pierwszych miesiącach “członkostwa” nie sprzedasz (a właściwie to nie kupisz, co bo z książką dzieje się dalej to już twoja brocha, czy trafi do klienta i zwróci Ci się za nią kasa, czy będzie na wieki już w kartonie w garażu - Usborne at Home to nie interesuje) książek za odpowiednią kwotę to musisz wydawnictwu oddać kasę za swój “starter pack”, za który już wcześniej i tak zapłaciłaś.

Oczywiście niektóre organizatorki twierdzą, że i tak kupowałyby książki Usborne dla siebie, więc tak im się bardziej opłaca, ale sprawdź sama jakie są ceny katalogowe książek u przedstawicielek a jakie np. Na Book Depository lub Amazon (księgarnie, czyli prawdziwi “niezależni” przedstawiciele czytelnictwa, mogą ceny z wydawnictwem negocjować i nabywac te książki dużo taniej niż cena katalogowa, a tym samym zaproponować końcowemu klientowi produkt dużo taniej).

Przedstawicielki nie mają żadnego rabatu ani nie kupują tych książek taniej i jeśli przekonują Cię, że Tobie opłaca się dołączyć choćby po to, by zaoszczędzić na książkach, które sama kupujesz dzieciom to zrób porządną kalkulację (i pomyśl, że nie do jednego wydawnictwa ogranicza się świat literatury dziecięcej).

 

Ulubione książki Usborne moich synów

Tak jak wspominałam wcześniej, nie chcę robić za dużo kwasu, bo mój blog jest o szczęściu, tęczy i brokacie wywołanych rozwojem językowych dzieci, przjdźmy już więc do książek Usborne, które uwielbiamy i wracamy do nich bez przerwy. Wracamy do pozytywnych wibracji i radości ze wspólnego czytania, oho!

 

See Inside... Trains

Ulubiona książka Usborne z klapkami (flap book) na temat, który bliski jest sercu całej naszej rodziny, bo tak się składa, że lubimy podróże koleją i pociągi tak w ogóle. Jest to jeden z ewenementów w naszej biblioteczce, bo tę samą książkę mamy także w języku polskim. Jest po brzegi wypełniona ciekawostkami o historii kolei oraz współczesną wiedzą na jej temat, wszystko napisane w sposób przystępny. Książkę tę uwielbia zarówno 7-latek jak i jego 2-letni brat.

Kup See Inside Trains

 

Dinosaur Who Lost His Roar

Zabawna (i trochę mrożąca krew w żyłach) historia o dinozaurze, który robił wszystkim głupie kawały, ale pewnego dnia swój "wredny nawyk" ryczenia na innych przekuł w supermoc by uratować ich ze szponów wielkiego t-rexa. Nic szczególnie oryginalnego, ale moich chłopaków ta historyjka urzekła i chętnie do niej wracają.

Kup Dinosaur Who Lost His Roar z płytą CD

 

Looking After Your Mental Health

Książkę Usborne pt. "Looking After Your Mental Health" kupiłam trochę na wyrost i nie podejrzewałam, że któreś z moich dzieci zainteresuje się nią tak szybko, a jednak! W moim domu temat zdrowia psychicznego, chorób psychicznych, dbania o swoją psychikę, psychoterapii (na którą uczęszczam i do której zachęcam każdą mamę!) jest silnie obecny, dlatego mamy wiele książek na ten temat. W tej konkretnej pozycji, która przeznaczona jest raczej dla "młodszych nastolatków" tematy różnych zaburzeń są wytłumaczone w sposó przystępny. O książkach wspierających rozwój emocjonalny dzieci, tłumaczących ludzką psychikę i naturę emocji, przygotowuję osobny wpis. Jeśli zapiszesz się na newsletter (na samym dole strony jest żółta ramka na niebieskim tle, wystarczy podać swój e-mail i potwierdzić zapis w swojej skrzynce mailowej) to dostaniejsz o nim infomację tak szybko jak tylko ujrzy światło dzienne.

Kup Looking After Your Mental Health

 

That's Not My

O serii "That's Not My..." wydawnictwa Usborne pisałam już w tekście o najlepszych książkach dla dzieci po angielsku na start, dlatego odsyłam Cię bezpośrednio TUTAJ. To kartonowe książeczki sensoryczne dla najmłodszych, dzięki którym dziecko może w łatwy sposób nauczyć się licznych przymiotników po angielsku - i to za pomocą różnych zmysłów!

 

Skąd wziąć książki Usborne?

Książki Ubsorne można kupić w większości księgarni internetowych, zarówno dużych graczy jak amazon czy book depository lub polski czytam.pl, jak i mniejszych kameralnych polskich sklepów typu baobook, littleforest, itd. We Wrocławiu w filiach Miejskiej Biblioteki Publicznej na działach książki anglojęzycznej też niejednokrotnie widziałam (i wypożyczałam dzieciom) pozycje tego wydawnictwa.

Można też wybrać zakupy u “niezależnych organizatorek/przedstawicielek”, które de facto są darmowymi przedstawicielkami handlowymi Ubsorne at Home i wspierać piramidę finansową, w której faktyczną kasę zarabiają tylko nieliczni, rektrutujący “organizatorki”, które potem w większości przypadków (nie mówię, że 100%, bo są takie wyjątki jak np. wspomniana Aga) głównie wydają swoje pieniądze pakując się w ten pseudo biznes, a nie zarabiają.

Wybór należy do Ciebie, ale oczywiście najważniejsza jest intencja (chęć ekspozycji dziecka na angielski we wczesnym dzieciństwie) i efekt końcowy (realizacja tego planu - regularne czytanie w domu książek po angielskim). Miłej lektury! I daj znać w komentarzu, czy w biblioteczce Twojego dziecka jest jakaś perełka Usborne, na którą warto zwrócić uwagę.

 

Monika Dawidowicz

Autorka bloga EloPomelo.pl


Kreatywna dusza z zacięciem do pisania, projektowania grafik, fotografii i video. Pracująca mama dwóch dwujęzycznych synów, która kupuje dzieciom zdecydowanie za dużo książek. Zawodowo specjalistka od social mediów i content marketingu.

2 Comments

  1. Lanoja pisze:

    Dobrze ze napisalas o tym mlm bo ja nawet przez chwile myslalam o tym by dolaczyc… ale tez wkurza mnie ze usborne wyskakuje mi prawie wszedzie… ktos pisze na grupie z jakims pytaniem o angielski i zaraz sto przedstawicielek sie odzywa. eh

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.