parallax background

5 pięknych i prostych książek po angielsku (dla przedszkolaków) [+VIDEO]

Zabrałam dziecku TABLET. Na zawsze. [+wersja AUDIO]
12 października 2018
mama i dziecko z gitara
Banjo, tamburyn, piórka i smoki (i koniki, rzecz jasna)
1 listopada 2018
 

Zanim urodził się mój starszak, który jest dziś rezolutnym, inteligentnym, wrażliwym i przy okazji dwujęzycznym 5-latkiem, zarzekałam się w myślach, że jeśli kiedykolwiek będę miała dziecko to na pewno będzie wychowywało się otoczone najwyższej jakości estetyką. Jedynie wyszukane wrażenia wizualne wchodziły w grę dla mojego hipotetycznego bobasa. Głupia byłam, jeśli mamy nazywać rzeczy po imieniu. Nie da się bowiem zamknąć dziecka w pudełku wyklejonym od środka światowej klasy sztuką, nieprzepuszczającym Hot Wheelsów i Boba Budowniczego.

Jesteśmy oczywiście dla naszych dzieci pierwszym wzorem, modelem pokazującym co wizualnie wypada, a co niekoniecznie. Teoria swoją drogą, a praktyka swoją. Dzieci łakną tego, co proste w przekazie, kolorowe i pstrokate. To od nas zależy po jaki “materiał estetyczny” sięgną… a sięgną po prostu po to co jest w domu.

W myśl tej tezy staram się dostarczać moim synom dobrych bodźców. Na meble i zabawki przymykam oko - przełknęłam czarę goryczy, że szczytem moich możliwości finansowych w tym momencie jest Ikea i to co na promce w Lidlu. Książki to jednak jeden z najważniejszych “propsów”, z których korzystam w zabawie i ogólnie w spędzaniu czasu z moimi dziećmi - najwięcej godzin każdego dnia spędzamy wlepiając w nie wzrok, czytając, wertując kartki, rozmawiając o nich...

Lubię kupować moim dzieciom książki na dobrej jakości papierze, fantastycznie ilustrowane, starannie złożone, z ładnymi czcionkami. To oczywiście bardzo subiektywne kryteria, bo nie umiem precyzyjnie określić co jest piękne, a co nie piękne. Granica jest tutaj zawsze bardzo płynna. Na pewno prostota to siła. Nie bez znaczenia pozostaje także treść kompatybilna z obrazem.

Na samym początku przygody z książkami po angielsku nie byłam aż tak selektywna i brałam co popadnie (czyli wszystko, co akurat znalazłam w pobliskim TK Maxxie, który uważałam wówczas za jedyne możliwe źródło anglojęzycznej literatury dla najmłodszych). Jestem już jednak na etapie, na którym wiem gdzie i czego szukać, dlatego dla mojego starszaka, Maksia, wybieram pozycje, które mają w sobie ten wyjątkowy, ciężko uchwytny czynnik piękna. Nie idę utartymi ścieżkami. Nie sugeruję się recenzjami blogerek (sic!). Ufam intuicji, mam też trochę farta.

5 książek dla dzieci po angielsku, które dziś Ci przedstawiam, powinny spodobać się przedszkolakom, zarówno tym, które znają angielski jak i tym, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym językiem. Wierzę, że spodobają się również rodzicom. Miłej lektury!



>>>ZJEDŹ NA SAM DÓŁ TEGO WPISU, ŻEBY OBEJRZEĆ NA FILMIE JAK KSIĄŻKI WYGLĄDAJĄ W ŚRODKU<<<



“Lots” Marc Martin wyd. BigPicturePress


Paryż to nie tylko wieża Eiffla

“Lots” to książka, która miała być prezentem dla mojego bobka Mikołaja (gdy piszę ten tekst, bobek ma niewiele ponad 5 miesięcy), tak przyszłościowo, no wiesz, pierwsza taka prawdziwa, prawdziwa, wypchana po brzegi stron obrazkami i ciekawostkami. Bo wydawca twierdzi, że to książka o wszystkim (*prawie) i dla każdego. W moim odczuciu jednak na ten moment najbardziej skorzystał z niej starszak, który w przeciwieństwie do młodszego brata - nie jest natywnie dwujęzyczny i sporo nauki jeszcze przed nim, żeby w języku angielskim porozumiewać się zupełnie swobodnie.

 

Co mnie najbardziej urzekło w “Lots”?

Że to książka niesztampowa. Bo wiesz, my kochamy mapy. MAPY. Nasze polskie, rodzime, “Mapy” Mizielińskich (mamy nawet dodatkowy egzemplarz po niemiecku, zwie się “Alle Welt” i też jest super). “Mapy” są jednak dosyć tendencyjne, tzn. takie mają być i to jest ich dużą zaletą - pokazują to co najbardziej typowe dla danego kraju. To wspaniała baza wiedzy, którą można uzupełnić właśnie dzięki “Lots”, gdzie map jako takich nie ma, ale przedstawione miasta przybierają formę ilustrowanego kolażu najbardziej dziwacznych, nietypowych informacji związanych z danym miejscem. Takich, na które brakuje zawsze przestrzeni w pozycjach bardziej konwencjonalnych.


 

Mamy więc chociażby Paryż bez wieży Eiffla (większość przedszkolaków już przecież dawno wie, że jest ona jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli stolicy Francji) albo Nowy Jork bez statui wolności (ale pełen foodtrucków i wieżą z bajgli). Mamy nawet Wyspy Galapagos (a na nich nie tylko żółwie). “Lots” wychodzi poza utarte ramy jednocześnie pokazując dziecku (i dorosłemu), że zawsze jest coś więcej, czego można się dowiedzieć, że warto kopać głębiej, poza głównym nurtem. Dodatkowym plusem jest subtelne poczucie humoru autora, z gatunku tych, za które masz ochotę zaprosić kogoś na piwo i przegadać z nim bez przerwy pół roku. Taka to książka.

Książkę kupisz na Amazon.co.uk. Wspomniane wcześniej "Mapy" znajdziesz najtaniej na Ceneo. "Alle Welt" po niemiecku można znaleźć również na Amazon.co.uk.

“On Sudden Hill” Linda Sarah & Benji Davies wyd. Simon and Schulster


Ja, Ty i jeszcze ktoś

Zamówiłam “On Sudden Hill” na Amazon, bo pozycja ta wyświetliła mi się jako sugestia na podstawie tego, co kupowałam i przeglądałam dotychczas. Pracowałam przez kilka lat w ecommerce i wiem, że takim sugestiom nie ma co wierzyć, ale bazując na ilustracji z okładki i krótkiej notki wydawniczej postanowiłam zaryzykować. To był klasyczny strzał, często tak robię, okazało się, że tym razem strzeliłam w dziesiątkę, bo taka książka była nam najzywczajniej w świecie potrzebna. Żałuję, że nie trafiliśmy na nią wcześniej, na przykład zanim urodził się młodszy brat Maksa, ale w gruncie rzeczy nigdy nie jest za późno na rozmowy o tym, co ważne.


 

“On Sudden Hill” to ciepła, pogodna opowieść o dwóch chłopcach, przyjaciołach, którzy zawsze bawili się razem kartonami na pobliskim wzgórzu. Dzieciństwo, radość, beztroska… do czasu, aż pojawia się nowy kolega, który zaburza dotychczasowy porządek. To książka, która w najprostszy możliwy sposób, za pomocą pięknych, szczegółowych ilustracji i bardzo nieskomplikowanych słów, opowiada o skomplikowanych uczuciach, które towarzyszą zmianom. Ta prosta historyjka tak naprawdę otwiera dopiero pewne tematy, o których potem warto z dzieckiem dyskutować - wcale niekoniecznie po angielsku. Uważam, że mistrzowska jest ostatnia strona. Dwa krótkie zdania, które - gdy je czytam Maksowi - totalnie ściskają mnie za gardło. Mnie wzrusza. I motywuje do rozmów o tym, o czym czytamy i przełożenia tych sytuacji na uczucia, z którymi spotykamy się w trudnych dla nas momentach. Bo zmiany są przecież ciężkie nie tylko dla dzieci. Dla nas, rodziców, są czasem nawet trudniejsze (albo ja jestem takim niewydarzonym egzemplarzem, co to wszystko przeżywa ze zdwojoną siłą). Świetna książka dla rodzin, w których pojawia się nowe dziecko albo… nowy partner.

Książkę "On Sudden Hill" można najtaniej zamówić na Amazonie.

“I want my hat back” i “We found a hat” Jon Klassen wyd. Walker Books


Pierwszy kryminał Twojego dziecka i rozmowy dwóch żółwi

Jon Klassen… to klasa sama w sobie. Uwielbiam gościa od kiedy zupełnie przypadkiem w ręce trafiła mi książka pt. “Triangle”, której jest współautorem. I jest na instagramie (@jonklassen)! Nie mogłam więc odmówić sobie zakupu kolejnych jego wydawnictw. Tym razem padło na “I want my hat back” i “We found a hat”, będące częścią trylogii o kapeluszu (Klassen napisał też “This is not my hat”, ale jeszcze nie dorobiliśmy się jej w naszej biblioteczce… jest jednak na liście kolejnych książkowych zakupów, więc wszystko przed nami). Poza figurą kapelusza i charakterystycznym stylem grafik Klassena, książek nic nie łączy, niemniej jednak potraktuję je tutaj wspólnie.


 

“I want my hat back” to historia misia, który szuka swojego kapelusza. Pyta o niego różne zwierzęta, aż wreszcie przypomina sobie, że go widział… Językowo książka jest banalna, pojawia się sporo powtórzeń, dlatego można bez obaw czytać ją nawet dzieciakom, które jeszcze słabo znają angielski. To, co niezrozumiałe, warto “dopowiedzieć” intonacją, gestami i mimiką. Intryga zaginionego kapelusza jest niezwykle ciekawa, rozwiązanie akcji prezentuje interesujący zabieg językowy. Maksiu, choć jest bystry, na początku nie zakumał o co chodzi, więc musieliśmy przeczytać jeszcze raz.

Książkę kupisz najtaniej na Amazonie.


 

“We found a hat” to niespieszny dialog dwóch pustynnych żółwi, które znalazły kapelusz. Dwa żółwie - jeden kapelusz. Pojawia się problem. Pod przykrywką dziecięcej historyjki autor próbuje przekazać nam głębsze przesłanie - o godzeniu się z rzeczami takimi, jakimi są - czasem w imię ważniejszej sprawy niż własne pragnienia czy egoizm. Oczywiście przedszkolaki nie rozumieją książek w ten sposób, ale wierzę, że warto w oparciu o książkę rozmawiać z dziećmi o tym, że są w życiu rzeczy (a właściwie wartości) ważniejsze niż przedmioty. I, hej, jest okej wytłumaczyć dlaczego żółwik zrezygnował z zabrania kapelusza podczas gdy ten drugi spał. “We found a hat” to prosta, ale i metafizyczno-filozoficzna książka dla dzieci, którą zdecydowanie warto mieć na regale. Nabrałam jeszcze większej ochoty na “That is not my hat”.

Książkę kupisz tutaj: Amazon.

“Home” Carson Ellis wyd. Walker Books


Home is where your heart is

Sam wyżej wspomniany Jon Klassen poleca książkę “Home” twierdząc, że autorka "zawarła w niej dar". To jednak nie jego rekomendacja skłoniła mnie do sięgnięcia po tę książkę, a fakt, że przekopując się przez asortyment jednej z lokalnych księgarni trafiłam na jej polską wersję. Zakodowałam sobie ją w pamięci jako pomysł na prezent na jakąś okazję, ale kiedy tylko wdrożyliśmy w życie starszaka zmodyfikowany plan dwujęzycznego wychowania, pomysł trzeba było zmodyfikować i tak oto na półce z książkami mamy “Home”.


 

Już sama okładka sugeruje, że treść książki opowiada o tym jak względne jest pojęcie domu. Kolejne strony prowadzą nas przez różne typy pięknie zilustrowanych domów, po pewnym czasie pojawiają się też pytania - kto może mieszkać w takim domu? To bardzo pobudza wyobraźnię. Pod względem językowym “Home” jest książką idealną dla rodziców i dzieci, którzy dopiero zaczynają przygodę z angielskim, ale ci, którzy już śmigają też nie będą się nudzić. Carson Ellis też jest na instagramie (@carsonellis)!

Książkę po angielsku kupisz na Amazonie, a polskiej wersji szukaj najtaniej na Ceneo.

Znasz powyższe pozycje? A może jesteś w stanie polecić książki dla dzieci po angielsku w podobnym klimacie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Nie zapomnij podzielić się tym wpisem ze znajomymi, dla których temat może być interesujący. Poświęciłam na przygotowanie tego wpisu wiele godzin, dlatego byłoby cudownie, gdyby dotarł do jak największej liczby osób. Poza tym - z tym angielskim to nie ma co czekać. Dziecko samo się go nie nauczy w szkole. Żeby władać nim jako drugim językiem, a nie językiem obcym, trzeba zaznajamiać z jego brzmieniem od najmłodszych lat. Czy jest bardziej wdzięczny sposób niż właśnie poprzez pięknie ilustrowane książki?



Pozdrawiam,

Monika


ZAJRZYJ DO ŚRODKA OPISANYCH POWYŻEJ KSIĄŻEK



{polecam oglądać w jakości HD w trybie pełnoekranowym}




10 Comments

  1. Lila pisze:

    Muszę sobie pozapisywać tytuły, chociaż czasami nie mogę się już teraz oprzeć i dziecięca biblioteczka rośnie. Co tam, nawet długo długo przed ciążą kupowałam książki dla dzieci, bo sama mam do nich słabość. Polskojęzyczne ‘Home’ już mam i bardzo lubię;)

    • Monika pisze:

      Ja przy starszaku kupowałam od początku takie “dorosłe” książki dla dzieci, bo właśnie sama chciałam je czytać i oglądać. Dobrze, że tak szybko do nich dorósł i możemy czytać je wspólnie.

  2. […] Zdjęcie z tekstu 5 pięknych i prostych książek po angielsku (dla przedszkolaków) […]

  3. […] "Lots" pisałam już w tekście o pięknych i artystycznych książkach dla dzieci po angielsku, ale nie sposób pominąć tę pozycję w moim zestawieniu do nauki angielskiego. To książka […]

  4. ashanya pisze:

    On SUdden hill wydaje sie byc bardzo przyjemna. Czy twoj starszy synek na spokojnie rozumie tekst? Bo też mam pięciolatka i do niego mówimy z mężem od niedawna po angielsku a ilustracje piekne wiec chcialabym mu zamowic pod choinke.

    • Monika pisze:

      Ciężko powiedzieć, bo jest kilka kuśkańców językowych, ale przecież możesz spróbować przetłumaczyć lub sparafrazować treść 🙂

  5. Justyna pisze:

    Hejka, bardzo fajny blog, z przyjemnoscia sie czyta. Rozumiem, ze szukasz nowosci i niesztampowych propozycji, ale warto spojrzec na angielskie klasyki, idealne na poczatek. we going on bear hunt, dear zoo, grufallo … W ogole wszystko julii donaldson jest niesamowite! Jestem w temacie, w UK ponad 11 lat i 4latka w domu od roku w przedszkolu. Pozdrawiam serdecznie. Justyna

  6. Justyna pisze:

    elo monika, moze i racja, ze oklasykach bylo sporo, ale fajnie byloby poczytac o nich z twojej perspektywy. poza tym dla poczatkujacych dzieciakow to chyba lepiej zaczac od czegos prostszego. donaldson brzmi cudownie, a do tego obrazki schefflera to uczta dla oka. a co sadzisz o piosenkach-rymowankach? slyszalam probke twojego glosu 🙂 nie znam dziecka, ktore oparloby sie magii wheels on the bus … Pozdrawiam i czekam na kolejne artykuly, filmy. Pamietam cie z czasow innego bloga … Fajnie cie znow zobaczyc xo

    • Monika pisze:

      Ok, przekonałaś mnie, napiszę coś o klasykach. Co do piosenek rymowanek… Moja stajnia do nagrywania wkrótce wreszcie doczeka się mikrofonu, więc kto wie 🙂

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ