Jak nauczyć dziecko hiszpańskiego? Tak wyglądała moja droga
parallax background

Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 2

14 maja, 2020
ikony przedstawiajace rodzine
Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 1
12 maja, 2020
mama czyta książki po angielsku
Po co nam w domu książki dla dzieci po niemiecku?
17 maja, 2020
 

Jeśli zastanawiasz się jak nauczyć dziecko hiszpańskiego gdy sama średnio znasz ten język (lub wcale!) to jesteś w dobrym miejscu. Początek tej drogi już za mną. Wprowadzenie trzeciego języka w moim domu (dwaj synowie posługują się już polskim i angielskim, hiszpański to kolejny język, który przyswajają) nie było łatwe, ale nawet mały wysiłek każdego dnia przynosi długoterminowo imponujące efekty. Jest to druga część mojej historii z wprowadzaniem hiszpańskiego dzieciom w warunkach domowych.

 

Najbardziej skorzystasz z tych luźnych zapisków jeśli przeczytasz je wszystkie, tzn. każdą część historii języka hiszpańskiego w moim domu. Podzieliłam ją na 3 części, żeby nie zamęczać Cię całością na raz. Są w sam raz do porannej kawy (mam nadzieję, że Twoja jest zawsze ciepła).

Część 1: Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 1
Część 2: Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 2
Część 3: Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 3

Są to totalnie spontaniczne notatki (aczkolwiek uporządkowane chronologicznie) z mojej drogi, ale jeśli chciałabyś otrzymać gotowy pakiet z linkami do źródeł fajnej muzyki, bajek dla dzieci czy bezpłatnych materiałów - daj znać w komentarzu pod tym tekstem lub mailowo (powiedzelopomelo@gmail.com) - mogę coś takiego dla Ciebie przygotować i opublikować tutaj na blogu. Po części pierwszej wpisu pojawiły się już prośby o więcej, dlatego czuję się wysoce zmotywowana!

Jeśli miałabym w skrócie odpowiedzieć jak nauczyć dziecko hiszpańskiego w domu, jeśli sama nie za bardzo znasz ten język, to mogę tylko powiedzieć tyle: na luzie, wsłuchując się w dziecko i inwestując w swój rozwój na tym obszarze. Do rzeczy więc - historii ciąg dalszy...

 

Wiosna 2019

Dni są coraz dłuższe i coraz cieplejsze. Coraz częściej nie docieramy ze starszakiem na jego hiszpański - bo tu jakieś plenerowe urodziny, to rowerami zboczyliśmy ze ścieżki, tu zabawa na podwórku się rozkręca i chyba nie zdążymy. Spoko, nie szkodzi - myślę, bo przecież jestem gotowa by być źródłem hiszpańskiego. Tylko pragnienie tego języka u moich dzieci jakby przygasa. Pracuję coraz więcej i coraz mniej czasu spędzam z nimi. W tym samym czasie po burzliwych dyskusjach z M. i dogłębnej analizie sytuacji, decydujemy, że będę więcej mówiła do dzieci po angielsku (tego na początku nie było w agendzie - czytać tak, śpiewać owszem, ale mówić to do nich nie miałam).

Dosięga mnie klątwa niedoścignionych ideałów matek (i ich dzieci) internetu. Wygląda na to, że ich dzieci są ZAWSZE otwarte na nowe języki i ZAWSZE chętnie się ich “uczą”, osiągając przy tym spektakularne efekty. A moje nie. Czyli robię coś źle.



 

Hiatus

Daję sobie spokój. Odpuszczam. Oddaję hiszpańskojęzyczne książki dzieciom znajomej Meksykanki (są zachwycone i ona też! Tyle wygrać!). Szkoda mi włożonego wysiłku, straconego (sic!) czasu, tym bardziej, że wciąż podglądam te cudowne dzieci internetu, które w ekspresowym tempie opanowują kolejne języki. Jakże głupia byłam patrząc na nie w oderwaniu od szerszego kontekstu! Po żałobie przychodzi jednak akceptacja. Skupiam się na wspomaganiu dzieci w przyswajaniu drugiego języka naszej rodziny czyli angielskiego. Co raz bardziej nieśmiało wpisuję ten swój hiszpański w cv, bo tracę z nim łączność.
Moim dzieciom zdarzają się jednak przebłyski.

¡Salta, Salta!

W naszej okolicy mieszka kilka rodzin, spośród których przynajmniej jedno z rodziców jest hiszpańskojęzyczne. Mój bobik Miko, w tamtym czasie około półtoraroczny, zawsze najpierw podchodzi na placu zabaw do tych dzieci. Uspokaja się gdy meksykańska znajoma mówi do niego po hiszpańsku. A Maks, choć “obrażony” na hiszpański i obiecujący, że już nigdy przenigdy (wychodzę przecież czasem z propozycją powrotu do szkoły językowej), to zamiast Head & Shoulders, Knees and Toes podśpiewuje Cabeza, Hombros, Rodillas y Pies. Kiedy w radio nadają Despacito to uśmiecha się i mówi, że to po hiszpańsku. A raz zamiast Jump, jump! krzyczy do brata ¡Salta, Salta!. Wraca nadzieja, choć czasu i sił brak.

CIĄG DALSZY NASTĄPI!

 

Brzmi obiecująco, prawda? Na dziś jednak wystarczy wrażeń i zachwytów. Część trzecia, a zarazem ostatnia - niebawem. Jeśli wciąż nie przeczytałaś części pierwszej to nie wiesz skąd w ogóle ten pomysł z hiszpańskim i jak to się wszystko zaczęło. Na szczęście nic straconego - przeczytaj ten tekst żeby dowiedzieć się jak nauczyć dziecko hiszpańskiego w domu, nie znając tego języka.

O kolejnej części tekstu poinformuję w pierwszej kolejności na facebooku, dlatego bardzo bym chciała abyś polubiła mój profil - Elo Pomelo.
 

Monika Dawidowicz

Autorka bloga EloPomelo.pl


Kreatywna dusza z zacięciem do pisania, projektowania grafik, fotografii i video. Pracująca mama dwóch dwujęzycznych synów, która kupuje dzieciom zdecydowanie za dużo książek. Zawodowo specjalistka od social mediów i content marketingu.

2 Comments

  1. […] temu szerszy kontekts. Część 1: Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 1 Część 2: Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. 2 Część 3: Historia języka hiszpańskiego w moim domu vol. […]

  2. […] hiszpańskim. Opisałam ją także na blogu w trzech częściach – zapraszam do lektury: cześć 1, część 2 i część […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.