Edukacja domowa, dwujęzyczność i rodzina wielodzietna
parallax background

Edukacja domowa i dwujęzyczność w rodzinie wielodzietnej w praktyce [WPIS GOŚCINNY]

11 czerwca, 2020
Jak nauczyć dziecko hiszpańskiego? “Księga hiszpańskich słówek” pomoże!
10 czerwca, 2020
hiszpanska bajka dla dzieci youtube
Cuentos en la nube – hiszpańskie bajki dla dzieci (audio + animacja) ZA DARMO
17 czerwca, 2020
 

Jestem pisarką mieszkającą we Francji, mamą czwórki dwujęzycznych dzieci, w tym dwójki starszych w edukacji domowej.
Spróbuję pokrótce opowiedzieć Ci, jak wygląda nasza codzienność, w tych trochę nietypowych dla większości rodzin warunkach. Dowiecie się czemu właściwie zdecydowaliśmy się na edukację domową, jak u nas wygląda nauka i życie w dwujęzyczności.

WPIS GOŚCINNY, KTÓREGO AUTORKĄ JEST MONIKA KAMIŃSKA

 

Wielu osobom wydaje się, że posiadanie dużej rodziny jest tak dużym wyzwaniem samym w sobie, że utrudnianie sobie dodatkowo życia edukacją domową, to jakiś heroiczny wyczyn. Tymczasem u nas i edukacja domowa, i dwujęzyczność są czymś naturalnym, a nieposyłanie dzieci do placówek jest dla nas nawet ułatwieniem.

 

Dlaczego zdecydowaliśmy się na edukację domową?

Mieszkamy we Francji i tutaj obowiązek szkolny występuje już od trzeciego roku życia. Dlatego mimo, że moje dzieci są jeszcze małe (najstarsza córka ma 6 lat), jesteśmy już oficjalnie w edukacji domowej z dwójką dzieci, a od września z trójką.

Chociaż tak wczesny obowiązek szkolny wprowadzono dopiero w tym roku, my od zawsze wiedzieliśmy, że nie chcemy posyłać dzieci do systemowej szkoły. Zależy nam na indywidualnym podejściu do dziecka, znalezieniu najlepszego dla niego sposobu nauki, rozwijaniu jego zdolności i swobodnego myślenia, a w szkole niestety jest to niemożliwe, ponieważ, tak jak w Polsce, duże klasy i napięty program na to nie pozwalają. Poza tym uważamy, że sama wiedza szkolna to nie wszystko, ważne jest też to, aby dziecko uczyło się współpracy, komunikacji, empatii, a o to też, wbrew pozorom, w szkole trudno. Szkoła stawia na osiąganie indywidualnych wyników, a nie naukę pracy zespołowej. Dzieci w edukacji domowej mają więcej wolnego czasu, są mniej zestresowane i bardziej wypoczęte, ciekawe świata. Chociaż we Francji w wielu miejscach środa to dzień wolny od zajęć, dzieci w większości i tak przebywają wtedy w placówkach (rodzice muszą pracować) i już od najmłodszych klas mają zajęcia do czwartej po południu. To sprawia, że wolnego czasu nie mają prawie wcale. Nasza decyzja o edukacji domowej była tym bardziej silna, że wiemy, jak ten system wygląda od środka (mąż pracował jako opiekun przedszkolny, a jego brat jest nauczycielem).



Organizacja dnia w edukacji domowej

Nie mamy ustalonego sztywnego planu dnia. Zresztą, nie oszukujmy się, z gromadką małych dzieci jest to raczej niemożliwe. Dlatego nie mamy wyznaczonego ścisłego czasu na naukę. Tak naprawdę staramy się wykorzystać codzienne czynności i zabawy jako pretekst do nauki. Podczas wspólnego gotowania poznajemy miary i wagi, liczymy, opowiadamy sobie o hodowli zwierząt i uprawie roślin. Budując z klocków uczymy się matematyki, a czytając książki przy okazji uczymy alfabetu i czytania.

Poza tym zwykle po prostu podążamy za dziećmi. One mają tyle pytań na różne tematy, że w zasadzie same podsuwają nam, o czym chcą się akurat uczyć. My po prostu dbamy o to, żeby w domu były materiały na różne tematy (książki, gry, zrobione wspólnie pomoce) żeby zaspokoić ich ciekawość.

Ponieważ mamy w domu aktywnego malucha, który utrudnia wykonanie części rzeczy w praktyce, z pracami plastycznymi albo bardziej skomplikowanymi projektami czekamy do drzemki. Wtedy możemy spokojnie ze starszakami poczytać dłuższe książki, robić makiety, popracować na komputerze czy pobawić się w teatr.

Ważne jest dla nas to, że dzieci mogą spędzać sporą część dnia na wolnej zabawie. To wtedy najbardziej ujawnia się ich kreatywność, indywidualność i uczą się, jak ze sobą przebywać, współpracować, opiekować się sobą nawzajem itp.

 

Problemy jakie napotykamy w edukacji domowej

Problemem jest to, że rodzice mają mniej czasu dla siebie. Trzeba w końcu być z dziećmi w domu, jeden z rodziców musi chociaż w pewnym stopniu zrezygnować z kariery lub znaleźć sposób na pogodzenie jej z nauką dzieci. My akurat uczymy dzieci sami w domu, ale są rodziny, które wspierają się placówkami lub zajęciami dla dzieci w edukacji domowej, więc tak naprawdę każdy znajduje rozwiązanie odpowiednie dla niego.

Ja pracuję zdalnie z domu i tak naprawdę muszę odkładać obowiązki na czas, kiedy dzieci śpią lub mąż jest w domu. Pisanie książek ma ten plus, że nie gonią mnie żadne terminy. Piszę kiedy chcę i ile chcę, więc mogę sobie czasem odpuścić pracę nawet na kilka tygodni. Ale z drugiej strony wymaga to skupienia i pewnej ciągłości, więc muszę czasem po prostu pisać w nocy albo trochę przeorganizować życie rodziny na miesiąc czy dwa, aby mieć czas na dokończenie książki.

Jeśli mieszka się w małej miejscowości problemem może być kontakt z innymi dziećmi. Nie ma tam zbyt wielu zajęć dodatkowych, na które można zapisać dziecko, a spontaniczne spotkania z innymi dziećmi są utrudnione, bo przez większość dnia pozostałe dzieci są w szkole lub odrabiają lekcje. Niedługo ten problem będzie dotyczył też nas, ponieważ planujemy przeprowadzkę na wieś. Jest to więc zagadnienie, o którym myślimy coraz więcej.

Ale tu też zwykle nie ma tragedii - można poszukać innych rodzin w edukacji domowej (jest ich coraz więcej) albo po prostu próbować kontaktów po szkole z okolicznymi dziećmi. W większych miejscowościach zwykle nie ma z tym problemu. Obecnie spotykamy się regularnie z innymi rodzinami edukującymi domowo z naszego miasta. Po przeprowadzce będziemy też próbowali znaleźć takie rodziny, chociaż pewnie będzie to trudniejsze.

Jak moje dzieci radzą sobie z dwujęzycznością?

Dwujęzyczność jest w naszym przypadku czymś naturalnym ponieważ mieszkamy za granicą, a tata jest Francuzem. Dla moich dzieci ich głównym językiem jest francuski, a polski to tak naprawdę drugi język, w którym porozumiewają się tylko ze mną.

My ustaliliśmy, że będziemy stosować metodę OPOL (one parent one language), co w praktyce oznacza tyle, że każde z nas mówi do dzieci tylko i wyłącznie w swoim ojczystym języku. Nawet w miejscach publicznych, nawet przy mężu, którymi nie zna polskiego, mówię do dzieci tylko i wyłącznie po polsku. Nigdy nie zwracam się do nich bezpośrednio po francusku, chociaż przy nich, do innych osób, mówię po angielsku i francusku.

Wszystkie dzieci bez problemu rozumieją polski i francuski, córki mówią w obu językach, chociaż czasem zapomną się przestawić i muszę im przypominać, żeby do mnie mówiły po polsku. Nie mają z tym jednak problemu. Za to syn, mimo wszelkich starań, na razie odmawia mówienia po polsku. Twierdzi, że to dla niego za trudne i woli mówić po francusku, chociaż po polsku wszystko rozumie.

Nie zmuszam go, po prostu nadal konsekwentnie mówię po polsku i podpowiadam, jak ma powiedzieć po polsku to, co wyraził po francusku. Trochę się martwię, czy kiedyś się przestawi i czy w pewnym momencie nie będzie za późno dla niego na mówienie po polsku (obecnie ma pięć lat). Myślę, że im dłużej to będzie trwało, tym trudniej będzie mu zacząć mówić po polsku. Na razie jednak nie chcę go zmuszać, żeby nie kojarzył mówienia po polsku z czymś przykrym.

 

Jak dbam o naukę języka polskiego moich dzieci?

Przede wszystkim wspomniana wcześniej konsekwencja - mówienie do dzieci tylko po polsku niezależnie od sytuacji. Poza tym, bardzo dużo czytamy po polsku, mamy sporą biblioteczkę z polskimi książkami, uczę dzieci piosenek po polsku. Po polsku czytamy zarówno proste książki (plusem jest to, że dzieci je zapamiętują i skłania je to do powtarzania treści po polsku) i bardziej skomplikowane. Lubimy książki Astrid Lindgren, serię o Albercie Albertsonie, Muminki, Babcochę, moją serię o Kuku. Po francusku głównie wypożyczamy z biblioteki, a kupujemy książki edukacyjne. Z historii do czytania bardzo lubimy serię o małym wilku (która jest też przetłumaczona na polski, jako seria „o wilku który…”) i książki Astrid Desbordes.

Ponieważ polski jest dla nich językiem mniejszościowym muszę naprawdę dbać na każdym kroku o kontakt z językiem i zachęcić ich do mówienia po polsku, żeby uznały to za coś naturalnego i w pewnym momencie nie oddaliły się od języka polskiego.

Edukacja domowa i dwujęzyczność to z pewnością w pewnym stopniu wyzwanie, tym bardziej w dużej rodzinie, ale my jak na razie widzimy w tym dużo więcej plusów niż minusów i cieszymy się z podjętej decyzji.

 

Monika Kamińska

Autorka książek dla dzieci


Pisarka, autorka serii książek dla młodszych dzieci o chłopcu imieniem Kuku. Mama w rodzinie wielodzietnej, dwujęzycznej, prowadząca edukację domową, która uwielbia zgłębiać tajniki kreatywności.

1 Comment

  1. Anna pisze:

    Bardzo ciekawy wpis, to zawsze inspirujące, kiedy możemy się dowiedzieć, jak inne mamy radzą sobie z dwujęzycznością. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.