parallax background

Dwujęzyczność dziecięca dla zabieganych: krótki poradnik motywacyjny

kultura dwujezycznosc dla dzieci
Fajności na maj – syndrom brakującej sekundy i 10 dolarów na lekcję online dla Ciebie
5 maja 2019
Dwujęzyczność zamierzona – najgorsza rzecz, jaka może Ci się przydarzyć
20 maja 2019
 

Daj mi 3 minuty, a przekonam Cię, że masz czas na podarowanie dziecku drugiego języka, nawet jeśli jesteś rozchwytywana jak Beyonce. Podpowiem kiedy i jak wcisnąć język w napięty program dnia oraz wyjaśnię dlaczego nie warto porównywać się z rodzicami z instagramu.

W Twojej głowie zakiełkował pomysł by podarować dziecku drugi język (lub język obcy). Kusząca wizja, taki berbeć śmigający po angielsku na przykład, czy po hiszpańsku. Kto by nie chciał? Każdy by chciał. Widzisz to oczyma wyobraźni, zaczynasz oszczędzać, bo czesne na zagranicznej uczelni samo się nie opłaci, a tu ściana! Bo przecież praca, obowiązki domowe, życie towarzyskie, taekwondo, sensoplastyka, balet, obowiązkowe obiadki u teściowej i przydałoby się czasem spać. Czyli, że niby kiedy wprowadzać ten nowy język, skoro ledwo udaje Ci się wygospodarować czas na rozmowy z dzieckiem w języku ojczystym…

Tak, wprowadzanie nowego języka może być czasochłonne, zazwyczaj wymaga dodatkowych aktywności, przeorganizowania czasu, umiejętności logistycznych na najwyższym poziomie.

Tak, to mit, że “wystarczy dobra organizacja”, kolorowe karteczki czy domowa wersja SCRUM nie dołożą do doby dodatkowych godzin na dwujęzyczność Twojego dziecka.


Nie ma bata, wprowadzanie nowego języka trzeba po prostu wcisnąć tam, gdzie się da, nawet jeśli czasem przypomina to próbę wbicia szpilki w najmniejszą szczelinę.

Oglądasz blogi, głupio Ci, że inne mamy wycinają fiszki, drukują, bindują, a Ty składasz pokłony niebiosom jeśli uda Ci się pod koniec dnia wziąć prysznic? Don’t worry. Breathe. The universe is small.

Do sedna więc. Jak znaleźć czas na dwujęzyczność?

ZMIEŃ PRIORYTETY

 

Chcesz mieć dwujęzyczne dziecko. Zastanów się, czy wyprasowane firanki czy obiad z 3 dań przybliżają Cię do tego celu. Czy podanie dziecku tabletu z naiwnymi bajkami na youtube podczas gdy Ty oglądasz “Na wspólnej” przybliża Cię do tego celu? Nie musisz się nawet zastanawiać, powiem Ci. NIE. Wszystko co związane z wprowadzaniem nowego języka obcego, musi być dla Ciebie ważne. Czasem ważniejsze, niż część dotychczasowych obowiązków. Wtedy na pewno znajdziesz na to czas.


MÓW W DRUGIM JĘZYKU W KAŻDEJ MOŻLIWEJ SYTUACJI

 

Mów do dziecka w wybranym przez Ciebie języku kiedy akurat możesz, nawet przez 2 minuty dziennie. Zmywasz gary? Powiedz jakie. Bawicie się na placu zabaw? Nazwij sprzęty. Ubierasz dzieci? Nazwij ubrania. Jesteś zmęczona i wkurzona? Powiedz to w języku docelowym. Jeśli dzieci nie chcą Ci odpowiadać to trudno, mów dalej.


BIERNE OBCOWANIE Z JĘZYKIEM

 

Wszystko, co bierne, czyli np. słuchanie muzyki w języku docelowym, audiobooki, słuchowiska, można robić przy okazji innych czynności. Jazda samochodem, czekanie w kolejce u lekarza, kąpiel, sprzątanie (wspólnie z dziećmi, bo zakładam, że to robią), rysowanie, wykonywanie prac plastycznych, jedzenie posiłków, odpoczynek na kanapie. To tylko kilka przykładów.

Samo bierne słuchanie języka to za mało by go opanować, ale to nie jest tak, że nie zaprocentuje wcale. Wszystko zaprocentuje!


PLANUJ CO ZROBISZ Z DZIECKIEM

 

Zrób listę rzeczy, które lubisz/możesz/chcesz robić z dzieckiem w języku docelowym. Wyłącznie rzeczy realistycznie możliwe do wykonania. Wybierz JEDNĄ rzecz, którą zrobisz danego dnia. Jeśli znajdziesz czas, zawsze możesz zrobić coś więcej. Najtrudniej zmotywować się znaleźć wolną chwilę jeśli nie wiesz na co konkretnie chciałabyś ją poświęcić. Na zastanawianie się czy przygotowania też tracimy czas, a skoro czytasz ten tekst to zapewne nie cierpisz na jego nadmiar.


mama syn kanapa

DWUJĘZYCZNOŚĆ DZIECIĘCA - POTRZEBNA KONSEKWENCJA

 

Nie angażuj się z dziećmi w aktywności związane z drugim językiem okazjonalnie. Lepsze małe kroki niż rzucenie się na cały dzień zabawy w języku docelowym, wyczerpanie wszystkich pomysłów, zmęczenie i wypalenie, a potem długą przerwę czy rezygnację.

Jeśli jesteś bardzo zapracowana, masz dużo dzieci, nie masz pomocy to naprawdę spróbuj od jednej rzeczy (np. rozmowa w drugim języku przy śniadaniu albo wspólne słuchanie obcojęzycznej muzyki), ale codziennie. Jak zobaczysz pierwsze efekty, gdy przyjdą pierwsze “momenty Eureka”, nagle okaże się, że bez problemu jesteś wygospodarować dużo więcej czasu na język.

ZLUZUJ GATKI I NIE PORÓWNUJ SIĘ DO INNYCH

 

Media społecznościowe mówią, że każda mama wokół Ciebie uczy dziecko pięciu języków, codziennie funduje im karty pracy lub projekty DIY, zabiera na wycieczki i obowiązkowo co weekend wyjazd za granicę, żeby ćwiczyć wśród nejtiwów. Odpuść sobie wyrzuty sumienia.

Każdy ma inną sytuację. W jednym domu jest 5 dzieci, w drugim jedno. W jednym domu w dwujęzyczność zaangażowana jest cała rodzina, w drugim tylko Ty. Jedni mają 5 minut do pracy i szkoły, inni dojeżdżają 2h i ten czas wolny im się skraca. Nie ma się co przejmować, trzeba po prostu robić swoje - tyle ile się da, tyle ile za bardzo nas i dzieci nie obciąża, tyle ile wciąż jest zabawą i wartościowym wspólnym czasem, a nie przykrym obowiązkiem.


NIE PODDAWAJ SIĘ - DASZ RADĘ WYCHOWAĆ DWUJĘZYCZNE DZIECKO

 

Jesteś super, ekstra i cool, że w ogóle próbujesz. Twój wysiłek, nawet taki maleńki, nawet 15min dziennie, to dar dla Twojego dziecka. Zasługujesz na medal, ba, na pomnik. Nie musi być biegłe jak rodzimy użytkownik języka docelowego. Wszystko, czego się od Ciebie nauczy, jest na wagę złota. Nie musisz rezygnować ze swojego życia, żeby podarować mu dwujęzyczność czy nawet podstawy języka obcego. The universe is small. Rób małe kroki. I wysypiaj się.

 

A jeśli chcesz poznać rodziców takich jak Ty - zaangażowanych, dających z siebie tyle, ile akurat mogą, starających się wychować dzieci w zróżnicowanym i bogatym estetycznie środowisku, również w otoczeniu różnych języków - chodź do naszej grupy na fb - Intelektualny hummus dla dzieci. Dzielimy się tym, co fajne, ale również wątpliwościami i obawami - w grupie siła, zawsze można wspólnie poszukać rozwiązania.

Lubisz oglądać krótkie i treściwe filmy o tematyce książkowo-parentingowo-językowej? Subskrybuj mój kanał, jest najładniejszy i najśmieszniejszy :)

Perypetie mojej dwujęzycznej rodziny pokazuję (na pełnych ciepła i autentyczności artystycznych fotografiach) na instagramie @elopomelopl - publikuję też materiały na Instastories oraz pojawiam się w audycjach live. Warto zaglądać, bo są tam zupełnie inne treści niż na blogu.

Dzięki za uwagę


Monika Dawidowicz

Elo Pomelo Blog


Jestem lektorką języka angielskiego oraz specką od stron WWW i grafiki. W wolnych chwilach fotografuję, kręcę filmy, gram na gitarze i uczę się hiszpańskiego.

Wychowuję dwóch wielojęzycznych synów, zasypuję swoje dzieci dobrą literaturą z całego świata i wygłupiam się z nimi w rytm latynoamerykańskiej muzyki.

Mieszkam we Wrocławiu i jestem typowo miejskim stworzeniem, dlatego zgodnie ze stereotypem matki-mieszczki, najczęściej spotkasz mnie pędzącą z wózkiem, kawą w ręku i torbą nowości książkowych wypożyczonychych z biblioteki.
Prowadzę blog o dwujęzyczności, książkach dla dzieci, kulturze i dobrej literaturze dziecięcej oraz wychowaniu dzieci w bogatym i zróżnicowanym środowisku estetycznym. Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości lub sugestie,

napisz do mnie: powiedzelopomelo@gmail.com.

5 Comments

  1. katarzynazimon pisze:

    Cześć Monika, myślę, że wychowanie dwujęzyczne dziecka (przynajmniej jeśli mówimy o takim od urodzenia) nie zajmuje więcej czasu niż jakiekolwiek zwykłe wychowanie 🙂 Tak samo mówimy do dziecka jakbyśmy mówiły w j.pl, tak samo czytamy, tak samo bawimy się. Nie robimy tego 2 x – 1 x po polsku, drugi po angielsku. Trochę więc nie rozumiem, gdzie jest problem z czasem….:)
    Wychowanie może być bardziej wyczerpujące (jeśli wymaga sprawdzania słówek, douczania się), ale jeśli dla kogoś jest takim znojem to nie powinien tego w ogóle robić.

    • Monika pisze:

      Cześć Katarzyna. Super, że dwujęzyczne wychowanie dziecka przychodzi Ci tak łatwo, bez poświęcej i uszczerbków na czasie. Ja i wiele rodziców, z którymi o tym rozmawiałam, nie mamy tej łatwości i musimy szukać sposobów.
      Dla mnie wychowanie dzieci dwujęzycznie, lub jak w naszym przypadku – trójjęzycznie – nie oznacza, że przestanę do nich mówić po polsku, czytać im polskie książki, chodzić na polskie przedstawienia teatralne i filmy albo zabierać na spotkania z polskimi dziećmi.

      Dla mnie oznacza to, że będę czytać im polskie, angielskie i hiszpańskie książki, chodzić na polskie, angielskie i hiszpańskie przedstawienia i filmy (a znalezienie tych 2 ostatnich to dodatkowy i czasochłonny wysiłek), zabierać na spotkania z dziećmi polskimi i nie. Weźmy za przykład playdate – komentowałaś wpis na ten temat. Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie mieszkam nieopodal przedpokoju H13 🙂 Dotarcie tam do około 30minut, z powrotem kolejne, więc mam już godzinę. Przygotowanie i wyprawienie moich dzieci przed wyjściem to kolejna godzina. I 2h tam na miejscu. 4h w ciągu dnia, których nie musiałabym poświęcić, gdyby mi nie zależało, żeby dzieciaki spotkały się z innimi dzieciakami z “naszej bajki”. Mogłabym bobasa wysłać na 4h na spacer z tatą, a starszaka na podwórko z kolegami, a sama malować paznokcie czy robić coś do pracy (do niedawna zresztą dużo więcej pracowałam, również w soboty, nigdy nie porwałabym się na tę wielojęzyczność gdybym nie uporządkowała nieco swojej sytuacji zawodowej i nie odpuściła niektórych spraw).

      Sprawdzanie słówek, douczanie się (i w kwestii języka i w kwestii rozwoju językowego dziecka), szukanie źródeł, materiałów, sposobów – to wymaga nie tylko energii, ale i czasu. Dla mnie ta cała “zabawa” jest bardzo wyczerpująca fizycznie i psychicznie, ale uważam, że warto i chcę to robić mimo strat moralnych.

      PS Jeśli zastępujesz mówienie i czytanie po polsku mówieniem i czytaniem po angielsku, to czy na pewno nadal jest to wychowanie dwujęzyczne?

  2. Kasia pisze:

    Ojej, nie chciałam zebyś poczuła sie jakoś zaatakowana czy skrytykowana 🙂 Ja po prostu ja chcę to robić jak native i na luzaku przede wszystkim. Więc odpowiem na Twoje pytanie pytaniem: czy dzieci wychowane w dwujęzycznych rodzinach to dzieci do których mama mówi dwoma lub trzema językami? Czy może tego drugiego języka uczą się od taty, babci, dziadka czy rówieśników? W moim wypadku “robotę” po polsku wykonuje póki co tata i babcia. I wiem że robią to dobrze. Ale jasne,że są różne strategie wychowywania dwujęzycznego i masz święte prawo przybrać inną 🙂

    • Monika pisze:

      U mnie niestety nawet tata native nie robi roboty z angielskim i wiem, że jeśli ja nic z dziećmi nie zrobię w kierunku nabycia tego języka to nikt tego nie zrobi, jednocześnie nie chciałabym rezygnować z polskiego.
      Myślę, że zgadzamy się na pewno w tej kwestii, że strategii jest mnóstwo. Post stworzyłam dla rodziców, którym wydaje się, że to jest naprawdę czasochłonne i niewykonalne jeśli nie rzucisz w cholerę wszystkiego, czym zajmujemy się do tej pory 🙂

  3. […] sam, samiuśki koniec polecam jeszcze  tekst Mo z bloga elopomelo.pl „Dwujęzyczność dziecięca dla zabieganych: krótki poradnik motywacyjny” . Z resztą cały blog polecam, nie tylko ten jeden wpis […]

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ