parallax background

Odważyłam się mówić do dzieci po angielsku i wydarzyła się niesamowita rzecz!

organizacja czasu mama
Jak godzić życiowe role kiedy się chce TYLKO wszystkiego?
12 lipca 2019
gitara piosenki dla dzieci
Angielskie piosenki dla dzieci – proste, spokojne, łagodne
21 lipca 2019
 

Jeśli chodzi o języki w mojej rodzinie, to sytuacja jest nieco skomplikowana. Dokładną historię opisałam w tekście pt. “Dwujęzyczność zamierzona, niezamierzona czy jaka? Języki w moim domu” , do którego odsyłam w ramach wprowadzenia w temat.

Nasza strategia, czyli luźny OPOL, zupełnie się nie sprawdziła i postanowiliśmy ją zmienić. Jako, że Mike jest przez większość czasu w rozjazdach i nasi synowie mają długie przerwy w kontakcie z jakościowym angielskim nadawanym przez żywy organizm (a nie otwarzacz CD czy komputer) - postanowiłam mówić do dzieci po angielsku. Miałam wiele obaw, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.

"Rodzina jest bowiem jednym z priorytetów w moim systemie wartości, a jej integralność w dużej mierze zależy od sprawnej, empatycznej i otwartej komunikacji."

 

O ironio, ja, która to namawia i kibicuje rodzicom decydującym się na wprowadzenie angielskiego (lub innego języka) w swoim domu, ja, która to prowadzi bloga (i kanał na YouTube!) mającego do tego inspirować i pomagać w sięganiu po dobrej jakości materiały czy pomoce edukacyjne, ja, która angielskiego używa swobodnie, spontanicznie, po angielsku myśli i śni, bałam się mówić do dzieci po angielsku.

Czasem w domu, nieśmiało, z zawahaniem, ale nigdy w miejscu publicznym! Bo co by sobie ludzie pomyśleli, zwłaszcza, jeśli moi synowie mnie nie zrozumieją. I co z ich kolegami, którzy chcą przyłączyć się do rozmowy? Czy moje dzieci nie poczują się wyobcowane, bo wszyscy pomyślą, że są obcokrajowcami? Łaaaa, tyle obaw, tyle wątpliwości.

Przemogłam się jednak. Postanowiłam zrobić krok naprzód, bo uporządkowałam sobie kilka spraw na poziomie wartości, którymi kieruję się w życiu. I tak oto dobro moich dzieci jest na wyższej pozycji niż opinia nieznajomych.

Przez dobro moich dzieci rozumiem ich rozwój, edukację, a także możliwość swobodnej komunikacji już nawet nie tyle ze światem (choć to też ważne), co z angielską częścią rodziny. Rodzina jest bowiem jednym z priorytetów w moim systemie wartości, a jej integralność w dużej mierze zależy od sprawnej, empatycznej i otwartej komunikacji. Nie będzie ona możliwa jeśli dzieci nie opanują angielskiego na wysokim poziomie, a niestety ani dwujęzyczny żłobek, ani zajęcia w szkole językowej, ani przysłuchiwanie się rozmowom rodziców przez Skype (czy nawet udział w nich - umówmy się, nie trwają one cały dzień), ani bajki czy najlepsze piosenki po angielsku dla dzieci, nie załatwią za nas sprawy.

Mamy sytuację taką jaką mamy - językiem większości jest w moim domu polski. Aby podratować kulejący język mniejszości - angielski - musimy zaangażować się w to bardziej niż w klasycznie opisywanym modelu OPOL (dla niewtajemniczonych w bili-żargon: one person one language).

Przemówiłam więc, na placu zabaw, w słoneczne niedzielne popołudnie, po angielsku. Nie był to półgłos czy szept, a otwarty komunikat do moch dzieci. I co się stało?

 

Starszak wszystko zrozumiał. Żaden rodzic krzywo na mnie nie patrzył. Nikt nie założył, że moi synowie są obcokrajowcami.

Co więcej! Jako, że mój starszy syn (6l.) bardzo często do swojego młodszego brata (1l.) zwraca się po angielsku - inne dzieci “z piaskownicy” zaczęły robić to samo. Jakież było moje zaskoczenie, gdy nowo poznani chłopcy po 30-minutach zabawy z moim starszakiem zaczęli wołać do młodszego: “Look, Mikky!”, “Watch out, Mikky!”.

Streszczając cały ten wywód powiem tylko tyle: warto przełamać się i robić to, co uważamy za dobre dla naszej rodziny. Może się bowiem okazać, że nasze dotychczasowe uprzedzenia i obawy są niezasadne. Oczywiście, mam świadomość, że znajdą się przeciwnicy takiego podejścia, obrońcy “języka serca”, itp., ale to moje życie i moje dzieci i właściwie tym ostatnim zdaniem należy miażdżyć to, co powstrzymuje nas przed działaniem.

Monika Dawidowicz

autorka bloga Elo Pomelo


Cześć! Mam na imię Monika, jestem blogerką, vlogerką, lektorką języka angielskiego (specjalizuję się w nauczaniu dorosłych), fanką przejażdżek rowerowych, pięknych ilustracji z całego świata, a przede wszystkim mamą 2 chłopaków (których wychowuję dwujęzycznie). Mam chopla na punkcie wartościowych, estetycznych treści dla dzieci, dlatego nie ustaję w poszukiwaniach fantastycznej muzyki, wyróżniających się animacji oraz wszelkich artystycznych projektów, których adresatem jest ten najmłodszy odbiorca.
Na blogu Elo Pomelo piszę o swoich zmaganiach z dwujęzycznością, godzeniu macierzyństwa z życiem rodzinnym i pozaszkolną edukacją dzieci, nietuzinkowej muzyce dla dzieci, przepięknych książkach z całego świata, edukacji artystycznej i wszystkim co jej pokrewne. Znajdziesz mnie również na instagramie @elopomelopl! Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości lub sugestie,

napisz do mnie: powiedzelopomelo@gmail.com.

2 Comments

  1. Mówienie do dzieci po angielsku to świetny pomysł. Sama od pewnego czasu się do tego przymierzam ponieważ wiem, że małe dzieci dużo łatwiej niż dorośli uczą się języków obcych ponieważ nie odczuwają wstydu. Nie jestem biegła językowo jak ty, ale wydaje mi się, że na początek mój poziom języka wystarczy 🙂

    • Monika pisze:

      Uważam, że nie trzeba mówić biegle. Znam osoby, które są początkujące i uczą się równolegle z dzieckiem. Mam też swoich dorosłych kursantów, którzy mówią dobrze, ale uważają, że są słabi z angielskiego… to jednak ich nie powstrzymuje przed mówieniem po angielsku do dzieci. Jest mnóstwo blogów mam, które uczą dzieci języków, których same jeszcze nie znają, za przykład mogę podać m.in. http://www.teachyourbaby.pl – Aga zaczęła wprowadzać córce niemiecki i hiszpański, których sama nie zna (wcześniej mówiła do córki po angielsku i po włosku, bo te języki zna biegle).

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ