parallax background

Czy jestem dwujęzyczna i czy mogłabym być tłumaczem?

gitara piosenki dla dzieci
Angielskie piosenki dla dzieci – proste, spokojne, łagodne
21 lipca 2019
dwujezyczne dziecko
Rozwój mowy u dwujęzycznego dziecka – Mikołaj 16 miesięcy
21 września 2019
 

Jak działa mózg dwujęzycznej osoby? Czy znajomość dwóch języków oznacza, że można być świetnym tłumaczem? Co to w ogóle znaczy dwujęzyczność i czy jestem dwujęzyczna skoro się tak cały czas wymądrzam na ten temat? Przeczytaj ten tekst i poznaj odpowiedzi. Zajmie Ci to niespełna 4 minuty, a gra jest warta świeczki, I promise.

MODA NA DWUJĘZYCZNOŚĆ I KRTYCY


Dużo się teraz mówi o tym jak wychować dwujęzyczne dziecko, o dwujęzyczności zamierzonej, o tym jak ważny jest drugi język, jak to może super zaprocentować w przyszłości i ojojojo bilingual forever. Nasz świat jest jednak dziwny i gdziekolwiek pojawia się coś, co jest ważne i potrzebne, jak grzyby po deszczu wyrastają krytycy z gatunku nieznamsiętosięwypowiętus pospolity, którzy to kwestionują zasadność danego zjawiska.

"Bo gdzież matko zgubiłaś język serca? Czemuż to katujesz dziecię swoje nauką od wczesnych lat?"

 

I tak oto rodzic, który wypruwa sobie żyły każdego dnia, przełamuje wewnętrzne blokady, wydaje fortunę na doszkalanie, opuszcza strefę komfortu aby przemówić do swojego potomka w języku obcym, co ma oczywiście na celu nabycie tegoż języka przez tegoż potomka w sposób łatwy i przyjemny, dostaje liścia w twarz.

Bo gdzież matko zgubiłaś język serca? Czemuż to katujesz dziecię swoje nauką od wczesnych lat? Oszaleli no, przerost ambicji, dzieci powinny się przecież tylko bawić i bawić i bawić, najlepiej to tylko w błocie i na boso i bez szczepionek i z dala od LGBT i od języka angielskiego i od inwazji imigrantów muzułmańskiego wyznania. Żeby Polska była Polską. Bo tak powiedziała logopeda mojej siostry sąsiadki kuzyna (szkopuł w tym, że nawet nie mam siostry).

PRZEKLEŃSTWO ODPYTYWANIA Z ANGIELSKICH SŁÓWEK


I tak oto rodzic, nie zważając na ból, nadstawia drugi policzek i robi swoje, więc krytycy szukają dowodu na to, że się myli, że jego wysiłki są marne. Podpytują na przykład to dziecko: a jak jest piesek po angielsku, a jak jest bocian, a jak jest nieżyt nosa? A dziecko przestraszone, nieprzyzwyczajone do odpytek, bo przecież w domu inglisz to zabawa, zamyka się w sobie i nie odpowiada nic. I bingo! No nie wie, nie wie jak jest piesek, Twój argument o dwujęzyczności, drogi rodzicu,jest inwalidą, all the efforts went down the drain.

Co to w ogóle znaczy, że ktoś jest dwujęzyczny?

 

Teorii jest tyle ilu ludzi zastanawia się nad tym zagadnieniem. Wygooglowałam sobie “bilingual definition” i w pierwszej kolejności zostałam zbombardowana informacją, że dwujęzyczna jest osoba, która BIEGLE mówi w dwóch językach. Tylko co to znaczy biegle? Gdzie jest granica biegłości?

W moim odczuciu, i to powtarzam w pracy jako lektor swoim kursantom, biegłość jest wtedy, kiedy rozumiesz co do Ciebie mówią i jesteś w stanie wyrazić to co myślisz (i wierzę, że nie potrzeba do tego poziomu C2!). Uważam, że biegłość jest wtedy, kiedy bez strachu mówisz, nawet z błędami, nawet korzystając z prostych konstrukcji gramatycznych i podstawowego słownictwa, ale umiesz tak wykorzystać te zasoby, że konwersacja się kręci, słowa płyną.



CO SIĘ LICZY W DWUJĘZYCZNOŚCI: BIEGŁOŚĆ CZY CZĘSTOTLIWOŚĆ?

Moim zdaniem to nie poziom czy biegłość są tu najważniejsze, a częstotliwość używania obydwu języków. Jeśli używasz obydwu codziennie, to znaczy, że jesteś dwujęzyczna. Dla mnie to wyczerpuje temat i tym samym dochodzę do punktu, w którm z czystym sumieniem mogę nazwać siebie dwujęzyczną (choć języki, którymi posługuję się na codzień, nabyłam sekwencyjnie).

Czyli skoro jestem dwujęzyczna to pewnie byłabym dobrym tłumaczem?

 

No, właśnie nie do końca. Czasem w ramach koleżeńskiej przysługi lub z braku asertywności przyjmuję drobne zlecenia na tłumaczenia (np. menu do restauracji, ulotki hotelu czy notatek prasowych) i za każdym razem gdy tylko zabieram się do roboty - rzewnie żałuję. I niby przecież znam ten angielski jak swój ojczysty język, niby rozmawiam po angielsku o wszystkim, bez zająknięcia, nigdy nie brakuje mi słów, ba, miłość umiem wyznawać po angielsku i rozmawiać o uczuciach (czasem myślę, że nawet lepiej niż po polsku), a jednak brakuje mi połączenia między angielkim i polskim. Najlepiej to zjawisko obrazuje poniższy uproszczony schemat, zainspirowany pierwszym słowem wypowiedzianym przez mojego 15-miesięcznego syna Miko (apple).

 

Kiedy chcę nazwać jakiś przedmiot, czynność, emocję po angielsku, bez problemu odnajduję to słowo (czasami zresztą jedno słowo pasuje do więcej niż jednego pojęcia, jak na schemacie z jabłkiem i telefonem). Kiedy chcę nazwać ten przedmiot, czynność, emocję po polsku, bez problemu odnajduję to słowo. Ale dużo wysiłku kosztuje mnie znalezienie połączenia pomiędzy słowem angielskim a polskim. To nie tak, że zupełnie nie umiem tych tłumaczeń znaleźć. Po prostu nigdy nie uczyłam się języka na zasadzie: słowo angielskie - tłumaczenie polskie. Zawsze było to nabywanie naturalne, w kontekście, powiązane z obrazami, zmysłami, odczuciami, skojarzeniami (czyli tak jak życzyłabym sobie aby wszyscy mogli się uczyć, o ile byłoby to łatwiejsze niż chociażby przerabianie podręcznika i wkuwanie słówek).

Widzę zresztą, że podobnie działa to z moim starszym, 6-letnim synem Maksem (u którego dwujęzyczność jest nienatywna, o czym pisałam już na blogu). Ostatnio zapytał co to jest to całe “sharing”, bo gdzieś w książce było. Więc mówię mu: “We’re a family so we share”. I od razu skojarzył to z klasyczną sytuacją przy stole, gdy zazwyczaj chce zabrać wszystkie smakołyki dla siebie, a ja i Mike wypowiadamy to zdanie zachęcając go do podzielenia się z nami. Po chwili zresztą przetworzył tę informację i stwierdził, że rzeczywiście “sharing to jest to całe głupie dzielenie się”, ale zanim do tego doszedł to już wiedział o jaką czynność chodzi (tę głupią :P - kontekst emocjonalny działa cuda jeśli chodzi o uczenie się!).

Ja i moje dzieci nie jesteśmy oczywiście odosobnionymi przypadkami takiego kodowania i dekodowania języka. To zupełnie naturalne zjawisko i właśnie dlatego te “rzekomo dwujęzyczne dzieci” często nie potrafią odpowiedzieć na pytania typu: “A jak się mówi to, a jak się mówi tamto?”, ale gdy zobaczą tę rzecz lub chcą ją nazwać - zrobią to bez problemu.

Oczywiście są osoby, które potrafią natychmiast, perfekcyjne i z militarną precyzją podać tłumaczenie danego słowa i ja to szanuję i podziwiam, jest to na pewno związane ze sposobem w jaki się uczyły języka lub jak stosują go obecnie (np. wykonując tłumaczenia), ja niestety do nich nie należę, ale to nie znaczy, że angielski nie jest moim drugim językiem. Jest!

Ale po co ja się w ogóle o tym produkuję? Po to, żeby Ci uzmysłowić, że nawet jeśli ktoś odpytuje Twoje dziecko na wyrywki z angielskiego i ono rzeczywiście ma problem z podaniem tlumaczeń to nie umniejsza Twojej pracy i wysiłkowi, który włożyłaś w przekazanie dziecku języka. Tak może działać dwujęzyczny mózg (może działać też inaczej, bo co mózg to nowa niespodzianka).

Daj znać czy masz podobnie! Chcę, żebyś napisała mi to w komentarzu, albo odezwała się na maila powiedzelopomelo@gmail.com. A może zaobserwowałaś coś takiego u swoich dzieci kiedy zaczęły się uczyć angielskiego (tudzież innych języków obcych). Jestem śmiertelnie ciekawa Twojej opinii, a najciekawsze historie cytuję na moim kanale na YouTube o macierzyństwie, dwujęzyczności i edukacji przez sztukę. Elo!

Monika Dawidowicz

zwariowana autorka bloga Elo Pomelo


Elo pomelo! Mam na imię Monika i choć na moją codzienność składa się wiele obowiązków (pracuję jako lektor i trener języka angielskiego, prowadzę kursy w korporacjach, pomagam dorosłym przełamać barierę w mówieniu, prywatnie wychowuję dwójkę dzieci pośród języków obcych, sztuki i muzyki oraz sama uczę się języków obcych) - prowadzę bloga o dwujęzyczności i kanał na YouTube o tematyce parentingowej oraz udzielam się na Instagramie pokazując na pięknych, pełnych ciepła zdjęciach, dzieciństwo moich synów pełne przygód, miłości i nauki przez zabawę.

W czasie bezdzietnym jeżdżę rowerem i pochłaniam książki oraz odkrywam uroki Wrocławia, z którym to romansuję sobie od kilkunastu lat (z przerwami na poznawanie życia zagranicą, bo takie przygody również mam na swoim koncie).
Na blogu Elo Pomelo piszę o swoich zmaganiach z dwujęzycznością, godzeniu macierzyństwa z życiem rodzinnym i pozaszkolną edukacją dzieci, nietuzinkowej muzyce dla dzieci, przepięknych książkach z całego świata, edukacji artystycznej i wszystkim co jej pokrewne. Znajdziesz mnie również na instagramie @elopomelopl! Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości lub sugestie,

napisz do mnie: powiedzelopomelo@gmail.com.

4 Comments

  1. Maria pisze:

    Chyba zaraz zostanę najbardziej natarczywą komentatorką tego bloga. Co przeczytam, to się z tym zgadzam i identyfikuję. Kiedy całkiem niedawno, po latach naturalnego używania języków w codziennych sytuacjach i pracy, wróciłam do uczenia hiszpańskiego, okazało się, że moja dwujęzyczność jest problemem! Bo właśnie – dużą trudność na początku sprawiało mi przetłumaczenie słówka. Nawet po podaniu definicji po hiszpańsku, uczniowie pytali, jak to powiedzieć po polsku, a ja czasem musiałam zerknąć do słownika! Właśnie dlatego, że brakowało mi tego, jak to świetnie wytłumaczyłaś, połączenia. I dlatego właśnie nie podejmuję się tłumaczeń. Dziękuję za ten tekst, jest nas więcej!

    • Monika pisze:

      Moi uczniowie na szczęście już mnie nie pytają o tłumaczenie słów i sami nauczyli się, że tak długo jak nie chcesz zostać tłumaczem, lepiej po prostu operować definicjami lub przykładami zdań 🙂

  2. Bardzo podoba mi się następująca definicja dwujęzyczności (podana przez szwajcarskiego językoznawcę François Grosjean) : Dwujęzyczność polega na regularnym używaniu dwóch języków lub dialektów w życiu codziennym. (Zamiast, jak się potocznie mówi: jest to jednakowe i idealne opanowanie dwóch języków.)
    Co do tłumaczenia, w 100% się z Tobą zgadzam, jestem dwujęzyczna, ale tłumaczenie jest pracą, do której potrzeba szczególnych kwalifikacji i regularnej praktyki. (Oto ciekawy artykuł na ten temat: https://bilingual-kid.com/osoby-dwujezyczne-to-urodzeni-tlumacze/ )
    Chociaż czasami, jak słyszę, jak mój sześcioletni dwujęzyczny syn tłumaczy bez zająknięcia i bez najmniejszego wysiłku z jednego języka na drugi, to myślę sobie, że dziecięcy mózg ma naprawdę niesamowite możliwości. Pozdrawiam serdecznie!

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ