Czego wizyta u fryzjera nauczyła mnie o dwujęzycznym wychowaniu dzieci
parallax background

Czego wizyta u fryzjera nauczyła mnie o dwujęzycznym wychowaniu dzieci

19 listopada, 2020
program dla dzieci do nauki angielskiego i niemieckiego
Program dla dzieci do nauki angielskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, a nawet chińskiego
16 listopada, 2020
 

Jest piękne listopadowe przedpołudnie. Słońce wygląda delikatnie zza chmur i daje nadzieję, że będę mogła wysyntezować jeszcze odrobinę witaminy D, zanim nadejdzie zima. Leniwym krokiem brodzę w suchych jesiennych liściach. Wydają mój najulubieńszy dźwięk na świecie. Zerkam na moje ramiona i zaczynam czuć się nieswojo. Nie widzę swoich czarnych włosów, które dotychczas skrupulatnie co rano zakręcałam w loki. Co ja narobiłam…

 

Zawsze oglądając programy telewizyjne typu Top Model obiecywałam sobie, że nigdy nie będę taką laską, która płacze po zmianie fryzury, albo w ogóle stresuje się włosami. Przecież włosy to włosy, głupotka, błahostka. Na świecie są gorsze problemy niż końcówki podcięte na nieco krócej, niż sobie wyobrażałaś.

Ale stoję tutaj, w tej stercie jesiennych liści i tak autentycznie łzy same napływają mi do oczu. Włosy, które były dla mnie symbolem kobiecości, które zapuszczałam tak długo, bo chciałam czuć, że ja to ja, a nie jakiś inny człowiek w odbiciu w lustrze. Włosy, które sprawiały, że wreszcie czułam się ze sobą dobrze, że byłam pewna siebie, czułam się trochę ładniejsza, trochę bardziej zadbana.

Włosy, o które dbałam jak mało kto. Zdrowo się odżywiałam, łykałam skrzyp, biotynę, witaminę A+E, indyjskie ajurwedyjskie mieszanki. Włosy, które myłam letnią wodą, rozcieńczonym delikatnym szamponem. Włosy, na które nakładałam maski zgodnie ze sztuką - proteiny, emolienty, humektanty. Włosy, które poddawałam rekonstrukcji u fryzjera, które zabezpieczałam przed tarciem podczas uprawiania sportów, włosy, w które wklepywałam wcierki naturalne, wcierki chemiczne, które traktowałam drogimi kosmetykami, tanimi kosmetykami, aptecznymi kosmetykami. Włosy, którym czasem dawałam odpocząć i czyściłam tylko delikatnym szamponem dla niemowląt. Regularnie poświęcałam godziny na zaawansowany włosing.

Mimo tych wszystkich zabiegów, drogich, tanich, profesjonalnych i domowych, moje włosy nie wyglądały tak jak powinny. Nie rosły, łamały się, były niezdrowe, wyglądały na martwe. Nie miałam wyjścia, musiałam je obciąć.

 

I tak bywa też z dwujęzycznym wychowaniem. Czasem starasz się jak możesz. Przeczytałaś wszystkie książki o dwujęzyczności, jesteś na bieżąco z blogami o dwujęzycznym i wielojęzycznym wychowaniu. Kupujesz wszystkie niezbędne pomoce - tanie, drogie, DIY. Wymyślasz zabawy, wyzwania, gry. Drukujesz, laminujesz, stajesz na głowie, wynajmujesz profesjonalne guwernantki, żeby Cię wsparły. Kupiłaś wszystkie najlepsze angielskie książki dla dzieci, oglądasz webinary nauczycieli i pedagogów. Korzystasz z programów takich jak np. The Cultured Kid. A efekt nie jest zadowalający. Nie czujesz progresu. Nie czujesz entuzjazmu dziecka. I myślisz o tym, żeby to wszystko uciąć, zrezygnować.

Robię dwa głębokie wdechy. Wystawiam twarz do słońca. Spokojnie, Monika, oddychaj... Włosy odrosną.
Twoje wysiłki w dwujęzycznym wychowaniu przyniosą efekt. Okej, to może być frustrujące, jeśli dzisiaj efekty nie są takie, jak sobie wymarzyłaś, mimo tych wszystkich starań. Zrób głęboki wdech. Nauczyłaś się mniej więcej co sprawdza się dobrze, a co gorzej. Wiesz co lubi Twoje dziecko. Jeśli najbardziej lubi brudzące sensoryczne zabawy (vide wcierka z kozieradki na włosy) i wtedy uaktywnia się w mówieniu językiem docelowym - może warto brnąć w to bardziej. A może faktycznie profesjonalna pielęgnacja w salonie fryzjerskim (hehe, zajęcia w szkole językowej) będzie bardziej odpowiednia.

Włosy to nie zęby, nie są nam dane raz na całe życie. Odrosną i postąpisz z nimi lepiej. Dwujęzyczne wychowanie też nie działa tak, że masz tylko jedną szansę i jak dzisiaj się nie udaje, to już koniec, nie ma szans na powodzenia. To jest ten moment, żeby przemyśleć co robiłaś dobrze, co robiłaś źle… Moze niektóre rzeczy odpuścić, dać sobie chwilę przerwy na przemyślenie dalszych działań.

Idź, pochodź sobie po liściach, posłuchaj ich szelestu, a potem działaj dalej. I będę to przypominała w kółko: nagradzaj się regularnie, nie za sukces, a za wysiłek.

 

Monika Dawidowicz

Autorka bloga EloPomelo.pl


Kreatywna dusza z zacięciem do pisania, projektowania grafik, fotografii i video. Pracująca mama dwóch dwujęzycznych synów, która kupuje dzieciom zdecydowanie za dużo książek. Zawodowo specjalistka od social mediów i content marketingu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.