parallax background

Czy Twoje dziecko nie ma aby czasem za dużo książek?

Fajności na grudzień
3 grudnia 2018
animacja dla dzieci
Ta płyta zrobi Ci dzień (piosenki dla dzieci po angielsku w stylu country, blues, folk)
9 grudnia 2018
 

Ile książek powinno mieć dziecko i czy w ogóle ma to jakiekolwiek znaczenie? Jak ilość książek w domowej biblioteczce wpływa na rozwój językowy (w jednym lub dwóch językach)? Czy istnieje coś takiego jak bookzen, czyli stan, w którym oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba? Ile to za dużo książek?


{Dedykuję ten tekst wszystkim świadomym rodzicom - nie tylko tym, którzy uczą dzieci angielskiego od najmłodszych lat lub wychowują je dwujęzycznie. Ten tekst jest dla KAŻDEGO, dla kogo ważne jest maksymalne wspieranie rozwoju jego dziecka}


W dzieciństwie moim ulubionym dniem tygodnia była niedziela. Rodzinny obiad u babci, “Familiada” w TV, a potem zabawa z bratem i kuzynem. Ulubionym rekwizytem był babciny regał z książkami - wcale nie starymi i wcale nie zakurzonymi. W moim dziecięcym pojęciu było ich mnóstwo, wydawało mi się, że to największa domowa biblioteczka na świecie (bo żadnych innych poza tą i biblioteczką w moim domu nie znałam). Książki babci wydawały się być tajemnicze, ekscytujące i intrygujące. Nieznane, nowe, inne… Już wtedy postanowiłam, że jak dorosnę to też taką będę miała.

 

Kolekcjonerka książek vs minimalizm


Dorosłam. W wieku nastu lat każde kieszonkowe wydawałam na nową książkę (zazwyczaj Murakamiego lub kogoś innego z Dalekiego Wschodu, ale zdarzały się też klasyki literatury amerykańskiej czy brytyjskiej). Do czasu osiągnięcia dorosłości i opuszczenia rodzinnego domu miałam już nie lada kolekcję, z której byłam niezmiernie dumna i którą cały czas wzbogacałam o kolejne pozycje. Przetrwała moje liczne przeprowadzki, imprezy w mieszkaniach dzielonych ze współlokatorami, później z pierwszymi chłopakami na “poważne”, aż wreszcie mój pierwszy rodzinny dom, starcia z niemowlakiem i psem.

 

Aż poniesiona na falach fascynacji minimalizmem postanowiłam z dnia na dzień pozbyć się moich książek. Tak po prostu, bez sentymentów. Tak, zrobiłam to. Sprzedałam, oddałam i osiągnęłam bookzen - wystarczyło mi mieć książkę, którą aktualnie czytam plus może 2-3 na zapas, a na regale tylko te najulubieńsze z najulubieńszych, z moimi odręcznymi notatkami i podkreśleniami cytatów, które ukształtowały niegdyś moje życie (lol) i do których mogłabym wracać bez końca.

parallax background

"Sprzedałam, oddałam i osiągnęłam bookzen... "

 

Czytanie dzieciom tych samych książek wiele razy


Z książkami dla dzieci w teorii mogłoby być podobnie. Wszak nie od dziś wiadomo, że dzieci uwielbiają jak im się w kółko czyta te same książki. Nie chcę naginać rzeczywistości, ale mój starszy syn ma w biblioteczce książki, które - strzelam - czytałam mu już pewnie po sto razy. Chyba nigdy mu się nie znudzą i poza moją irytacją i rwaniem i tak już nielicznego włosia z głowy gdy z radosną miną przynosi wysłużone tomisko mówiąc: “Mama, jeszcze raz!”, tak naprawdę nie ma w tym nic złego. Czytanie tej samej książki na okrągło i w ogóle powtarzanie czynności przez dzieci jest ok z punktu widzenia rozwoju (np. językowego). Gdybyś miała co do tego jakiekolwiek wątpliwości - odsyłam Cię do artykułów na ten temat napisanych przez mądrzejszych niż ja :)

dziecko w piasku
Repetition and Child Development in Montessori Education
PRZEJDŹ DO TEKSTU
dziecko zabawa bączek
Let's Do It Again... And Again! Why is Repetition Important to Learning?
PRZEJDŹ DO TEKSTU
kurtka zielona
The Power of Repetition
PRZEJDŹ DO TEKSTU
zabawki ikea
The Power of Repetition in The Early Years
PRZEJDŹ DO TEKSTU
ksiazki dla dzieci
Speech Therapy for Toddlers: The power of repetition
PRZEJDŹ DO TEKSTU
 

Nie można mieć za dużo książek dla dzieci


Mimo wszystko głęboko wierzę, że nie warto ograniczać liczby książek posiadanych przez dziecko wyłącznie do kilku jego ulubionych tytułów. W ogóle nie warto ograniczać dzieciom ilości książek, ponieważ każda z nich to jakby nowy, osobny świat. Zupełnie inna atmosfera, inne uniwersum, inne słownictwo, inne ilustracje, nawet inne w dotyku strony, inne kolory.
Przypływ nowych książek jest w moim odczuciu niezbędny dla zbudowania w dziecku i podtrzymania miłości do czytania. Nowa książka budzi ciekawość, ekscytację, jest intrygująca, otwiera na nowe doświadczenia i nowe punkty widzenia, oferuje dziecku coś, czego jeszcze nie widziało i coś, czego jeszcze wie.

Zresztą, jak dorosły człowiek ma trochę wolnego czasu i dzierży w dłoni książkę, której jeszcze nie czytał, to na pewno nie będzie się nudził (chyba, że to naprawdę tragiczna książka, ale wierzę w gust moich Czytelniczek - swoją drogą, naukowcy twierdzą, że gust czytelniczy jest “dziedziczny”!).

 

Nie ma czegoś takiego jak za dużo książek dla dzieci. Dobre hasełko na twittera, co? Tylko poza tym, że chwytliwe - to po prostu prawda. Nie rozpuścisz dziecka kupując mu książkę. Serce mi się kraje gdy widzę w sklepie dzieci zafascynowane jakąś książką i rodziców, którzy im mówią “Już masz dużo książek, po co ci następna?” (a w koszyku naręcze kinder niespodzianek, słodzonych jogurtów i plastikowych zabawek, no elo, na to hajsy są, a na książkę nie ma?).

To nie jest jakieś widzimisię, że trzeba tych książek mieć tony, bo ja tak mówię. Badania naukowe dowodzą, że ilość książek posiadanych w domu ma nawet większy wpływ na rozwój dziecka i jego przyszłą ścieżkę edukacyjną niż poziom wykształcenia rodziców. Żeby nie być gołosłowną, linkuję do dwóch raportów na ten temat:



ksiazki dla dzieci
Family scholarly culture and educational success: Books and schooling in 27 nations
ZOBACZ RAPORT
ksiazki dla dzieci
Scholarly culture: How books in adolescence enhance adult literacy, numeracy and technology skills in 31 societies
ZOBACZ RAPORT
 

Jeśli nie masz czasu, chęci lub uwielbienia dla publikacji stricte akademickich - być może przyjemniej będzie Ci się czytało artykuły na temat korelacji liczebności książek w domu a późniejszą drogą edukacyjną dziecka:

"The More Books at Home, the Higher Childs Education"

"Having Books In The Home Is As Important To Your Child As Your Own Education"

"BOOKS IN THE HOME ARE STRONGLY LINKED TO ACADEMIC ACHIEVEMENT"

"HOME LIBRARIES CONFER LONG-TERM BENEFITS"


Książki języka mniejszości zalewają nasz dom


Wspominałam już kiedyś w jednym z moich filmów na Youtube, że mój starszy syn nie jest naturalnie dwujęzyczny - on dopiero przyswaja angielski, a w związku z tym, że proces ten zaczął się dość późno (około trzeciego roku życia - tak, to jest późno!) wymaga to dużo większego wysiłku niż w przypadku dzieci otoczonych językiem angielskim od urodzenia. Traciłam nadzieję, że to się w ogóle uda, bo codzienne przebywanie z native speakerem nie przynosiło efektów, których oczekiwałam, aż wreszcie wspólnie z M. wykonkludowaliśmy, że dzieci muszą mieć więcej książek po angielsku. Zaczęło się od dwóch prostych, wygrzebanych w TK Maxx, a potem poszło lawinowo… Powódź anglojęzycznych książeczek zalała nasz dom wdzierając się we wszystkie zakamarki, które są pod ręką dla małego dziecka - tak, aby miało do nich dostęp i sięganie po nie było najprostszym, najbardziej intuicyjnym wyborem.

W krótkim czasie słownictwo Maksa poszybowało pod niebiosa, wzrosła też pewność siebie jeśli chodzi o produkcję zdań po angielsku, również tych bardziej złożonych niż “Let’s clean up.”. Dla mnie to dowód, że dużo książek i dużo czytania to najlepsze narzędzie dla rozwoju języka dziecka - nie zastąpią tego żadne bajki czy programy komputerowe.

 

W przypadku książek dla dzieci bookzen nie istnieje. Przecież nasze latorośla cały czas się rozwijają, dorastają, zaczynają interesować czymś innym. Biblioteczka dziecka powinna być płynnym tworem, wciąż ewoluującym, dostosowującym się do rytmu dziecka. Żeby było jasne - nie twierdzę, że trzeba chomikować książki, z których dzieć już nam “wyrósł” lub były nietrafione, dla samego podtrzymania wysokiej ilości - chodzi o to, żeby w dzieciństwie przez życie naszego malucha przemknęło się wiele różnorodnych książek - wspomogą one rozwój języka i nauczą dziecko, że czytanie jest wspaniałe, piękne, rozwijające…

Na koniec mam jeszcze uwagę uzupełniającą, która wydaje mi się być oczywista, ale wolę uściślić swój pogląd w sprawie:
Żadna ilość książek nie będzie wspierała rozwoju małego dziecka jeśli tych książek rodzic nie będzie z dzieckiem czytał, ba, jeśli nie będzie czytał sam i pokazywał dobrego przykładu z góry.

Można “rozpuścić” dziecko kupując mu wiecznie nowe zabawki, wymyślne ubrania czy mebelki do pokoju, tony słodyczy… ale kupienie nowej książki (czy częste przynoszenie wypożyczonej z biblioteki) nie zepsuje Ci dziecka. Jeśli jest się dzieckiem to nie można mieć za dużo książek!

A jak jest u Ciebie w domu? Czy Twoje dziecko ma dużo książek? Podziel się swoją historią w komentarzu!



Źródła zdjęć: kaboompics.com, unsplash.com, archiwum prywatne

9 Comments

  1. Irka pisze:

    moze z punktu widzenia naukowego nie ma czegos takiego jak za duzo ksiazek ale z punktu widzenia przestrzennego jest (trojka dzieci, 2 pokoje, 52m2, jazda!!!)

  2. Grażyna K. pisze:

    Jejuśku ja też zauważyłam u moich córek ogromy rozwój w materii drugiego języka po tym jak zalałam je książkami po angielsku. Niebo a ziemia. Potwierdzam, u nas też się to sprawdziło!

  3. Angel pisze:

    Miesiąc temu na pewnej grupie „mam” napisałam post z prośbą o tytuły książek o tematyce zimowej, bożonarodzeniowej, które będą nadawały się dla dzieci w żłobku w wieku 1-3 lat (prezent od Mikołaja). Zostałam „zjechana”, że dzieciom to się kupuje zabawki a nie książki, bo to tak jakby w prezencie kupić jakiś ciuch zamiast zabawki…Przykro mi się w sumie zrobiło, bo pomyślałam, że z takim podejściem rodziców (książka to zło, przymus) te dzieci nie będą same z siebie sięgać po książki..Dla takich dzieci nowa książka to jak nowa zabawka – jest interesująca, fascynująca przez dłuższy lub krótszy czas.

    • Monika pisze:

      Jest 7:30, mój syn obudził się i otworzył 2 paczki z kalendarza adwentowego, bo wczoraj zapomnieliśmy. W jednej były żelki, w drugiej książka. Oczywiście ucieszył się z obydwu, ale powiedział, że najfajniejsze są te paczki z zabawkami. Zdziwiłam się, bo nie wkładałam na żaden dzień zabawek, a on na to: „książka to najlepsza zabawka!”.

      I rzeczywiście, jeśli w domu książka jest złem, to trudno o miłość do czytelnictwa później. A w polskich księgarniach jest taki wybór, są naprawdę cudowne książki, my niektóre „mielimy” już od kilku lat i nigdy się nie nudzą (w przeciwieństwie do zabawek, które się przewinęły w tym czasie przez nasz dom i nigdy nie zagrzały miejsca na dłużej).

  4. Lilianna pisze:

    Amen! Bardzo dobry wpis!

  5. Anna Kozłowska pisze:

    Chciałabym coś dodać, ale wygląda na to, że rzeczywiście chyba już wyczerpałaś temat. Bardzo dobry wpis!

  6. […] to niby świętość i niby warto mieć ich dużo, ale na pewno zdarzyło Ci się kupić niewypały albo dzieci dostały je od kogoś w prezencie? […]

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ