parallax background

Czy łamiesz PODSTAWOWĄ ZASADĘ wychowując dwujęzyczne dzieci?

Fajności na lutyksiążki dla rodziców, niesamowity wywiad, przygotowania do wiosny
3 lutego 2019
cierpliwosc kamyki
Chcesz nauczyć dziecko angielskiego? Ta JEDNA RZECZ będzie Ci potrzebna!
8 lutego 2019
 

"Ale, że co? Że chcesz mówić do dziecka w innym języku niż Twój język ojczysty? Przecież jego tata będzie do niego mówił po angielsku, więc Ty trzymaj się polskiego.


N ie boisz się, że nie przekażesz mu swoich emocji? Przecież nie znasz języka obcego na poziomie native speakera, nawet nie wyobrażasz sobie jak będzie Ci ciężko wychować dwujęzyczne dzieci. Odbierasz im szansę na poznanie polskich kołysanek, rymowanek, wierszyków… Nie powinnaś czytać dzieciom po angielsku, bo nauczą się ZŁEGO akcentu. Zubażasz przekaz. No i najstraszniejsze z najstraszniejszych… dlaczego nie chcesz mówić do swoich dzieci językiem serca?"

 

Dziesiątki? Nie. Setki? Nie. Tysiące? Przynajmniej tyle razy spotkałam się z podobnymi opiniami, pytaniami czy zarzutami w kierunku mam, które z różnych powodów i w różnych układach postanowiły zwracać się do swoich dzieci w innym języku niż ojczysty. Niektóre z nich przeprowadziły się za granicę, inne mieszkają w Polsce, ale dzielą życie z obcokrajowcem. Jeszcze inne świadomie podjęły decyzję o dwujęzycznym wychowaniu (w sytuacji, gdy oboje rodzice są Polakami) i to na swoje barki wzięły “ten drugi” język.

To się raczej nie zdarza, żeby taki pomysł pochwalać. No, chyba, że poznajemy siedemnastolatka, który włada biegle pięcioma językami, choć nigdy nie był za granicą. Wtedy bijemy brawo rodzicom - za determinację, ciężką pracę, trud wychowania. Takie dwujęzyczne dzieci (albo lepiej, wielojęzyczne!) lubimy. Widzimy jednak tylko efekt, a nie proces.

Proces bywa męczący. Bywa usiany przeszkodami. Bywa usiany momentami, w których Twoje dwujęzyczne dziecko ma Cię gdzieś i odmawia współpracy. Proces jest ble. Bo jak to, matka, nie będzie mówiła do dziecka “językiem serca”? Owszem, super, żeby dziecko znało w przyszłości języki, ale przecież jak pójdzie do szkoły to się nauczy, w razie co można zawsze zapisać je na kurs. Tyle jest teraz możliwości…

Ale Ty wiesz lepiej. Przytakujesz, puszczasz mimo uszu, czasem nawet wymuszasz delikatny uśmiech i skinienie głowy. A potem robisz swoje. Podążasz za intuicją, bo sama wiesz co jest najlepsze dla Twojego dziecka, dla Ciebie i dla całej rodziny. Bo to nie Twoja teściowa musi przygotować Twoje dziecko do życia w kosmopolitycznym świecie. To nie wychowawczyni z podstawówki, niekompetentny logopeda, przypadkowy przechodzień płci żeńskiej w kwiecie wieku przyodziany w beret z wełny typu moher. To nie oni uratują Twoje dziecko z opresji, gdy podczas zagranicznych wakacji się zgubi i nie będzie umiało poprosić o pomoc. To nie oni napiszą za Twoje dziecko egzaminy na jego ścieżce edukacyjnej. To nie oni wygrają za dziecko w konkursie zagraniczne stypendium, to nie oni będą tłumaczyć przekaz gdy Twoje dziecko kiedyś w przyszłości zakocha się w osobie innej narodowości. To nie oni staną w obronie Twojego dziecka gdy zostanie o coś niesłusznie oskarżone w języku obcym.

Najważniejsze umiejętności w życiu wynosimy z domu. Jeśli Twoje serce podpowiada Ci - nie ważne w jakim języku - że chcesz, by Twoje dziecko wyniosło z domu 2 języki, 3, 5, to… Weź głęboki oddech, przygotuj się na wysiłek, na własny rozwój i… brnij w to. Nie zapomnij tylko od czasu do czasu zatkać uszu (na te głosy z pierwszego akapitu, if you know what I mean).

W wielu źródłach można wyczytać, że jedyną i słuszną zasadą dwujęzyczności jest tzw. OPOL (one person/parent one language, z ang: jedna osoba/jeden rodzic jeden język). Tylko kto o tym decyduje? I kto decyduje o tym w jakim języku mówi nasze serce, w jakim języku kochamy? Może w żadnym, a może we wszystkich jednocześnie? Nikt nie wie lepiej niż Ty.

PS Ciekawy jest fakt, że krytyka decyzji o komunikacji ze swoim dzieckiem w innym języku niż ojczysty skierowana jest prawie zawsze na matki. Jeśli tata-Polak jest tym w domu, który mówi po angielsku, a mama zostaje przy polskim, to nikogo taki układ nie rusza. Ba, znam z najbliższego otoczenia wiele przykładów ojców-Anglików, których żony bądź partnerki są Polkami, więc nauczyli się (“jako-tako”) polskiego i często w tym języku zwracają się również do dzieci. Na nich zazwyczaj patrzymy z sympatią i podziwem, nikt nie krytykuje u nich braku słowiańskiego akcentu czy błędów językowych. Jak myślicie, dlaczego mamom się obrywa, a tatom nie? Dajcie znać w komentarzu na dole strony (nad tym żółtym polem ze zdjęciami z instagrama i chmurą tematów poruszanych na tym blogu).

 

Jeśli czytając ten tekst poczułaś przypływ dobrych sił, albo pokiwałaś głową myśląc "znam to z autopsji", albo przestraszyłaś się na myśl, że tak to rzeczywiście może wyglądać to wiedz, że nie jesteś sama. Zachęcam Cię do podzielenia się swoimi odczuciami lub swoją historią w komentarzu - może być zupełnie anonimowo, Twój e-mail widzę tylko ja i nikomu nie zostanie on udostępniony. Udostępnij ten tekst innym mamom, które również nie mówią do dzieci w języku ojczystym (obojętnie z jakich powodów) lub chciałyby zacząć wychowywać dwujęzyczne dziecko, ale boją się lub nie wiedzą jak. Moją historię opisałam dokładnie w tekście "Dwujęzyczność zamierzona, niezamierzona czy jaka..."..

Monika

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ