parallax background

Audiobułka

ksiazki srodek
Fajności na styczeńsztuka, kultura, angielski, edukacja
8 stycznia 2019
ksiazka kontrastowa
Popatrz w niebo.
Pierwsza książka dla dziecka.
17 stycznia 2019
 

Rytm życia przedszkolaka nie jest determinowany, jakby się to mogło wydawać, przez tradycyjne jednostki czasu. Nie regulują go zegary, budziki, przypomnienia.

P rzedszkolak, budząc się o świcie, nie pyta, czy na pewno wyrobicie się na 9 z Waszym porannym chaosem. Jego zmartwieniem jest czy zdążycie dotrzeć o przedszkola NA ŚNIADANIE. Mój syn w sytuacjach kryzysowych, by dodać katastrofizmu i dramatyzmu, ma w zwyczaju marudzić że “Teraz to już na pewno spóźnimy się na śniadanie.”. Oznacza to mniej więcej tyle, co “Żyjemy by umrzeć, więc po co to wszystko”, po przedszkolakowemu. Czasem zastępuje to wymownym skrótem myślowym o wdzięcznym brzmieniu “Dupa”. Uroczy i rezolutny młody człowiek.

 

Dotarcie do przedszkola to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Na przedszkolaka czeka przecież wiele wyzwań, tasków i punktów do odznaczenia na to-do-listach. Nie od dziś wiadomo, że człowiek zorganizowany i życiowo ogarnięty planuje najważniejsze zadania dnia alokując je stosownie w dostępnych blokach czasu spędzonego w placówce.

Idziemy więc ramię w ramię, rano, lecz nie spóźnieni, bo do mitycznego ŚNIADANIA jeszcze pół godziny (przedszkolak pyta ile to sekund, słyszeli to czekający na pobliskim przystanku studenci polibudy, patrzą na mnie, mijamy ich szybko, bo mi wstyd, że musiałam uruchomić w telefonie kalkulautor, 1800 synku, 1800), rozmawiamy o planach na dzień bieżący, dokonujemy strategicznych ustaleń. Sprawnie, bo czasu mamy tyle ile zajmuje przejście żwawym krokiem dystansu 300m (w naszym życiu jest jakby luksusowo).

Z moich ust wypływa nieskładne zdanie o tym, że postaram się odebrać bo trochę wcześniej, wcześniej niż zwykle, ale nie wiem jak wcześnie, tak wcześnie jak dam radę. Od razu żałuję tego oświadczenia, bo zostaję zasypana lawiną pytań o to kiedy. “Nie wiem” nie zaspokaja ciekawości i zniecierpliwienia. Po śniadaniu? Po drugim śniadaniu? PO ZUPIE? Nie, to trochę za wcześnie, takim mistrzem logistyki i żonglerki ekstremalnej nie jestem.

“To pewnie dopiero po audiobułce?” - pyta zrezygnowany, a ja wpadam w konsternację. Że niby po czym?

“Po audiobułce.” - powtarza, a na jego twarzy widzę już ostre poirytowanie i wiem co sobie myśli w tej malutkiej ślicznej złotowłosej główce. Że jestem głupia i nic nie rozumiem, choć w obliczu wizji wcześniejszego niż zwykle powrotu do przedszkola - wyartykułuje tylko to drugie.

“Bo Ty nic nie rozumiesz!!!” - łzy napływają mu do oczu, a ja zdębiała, osłupiała, wbijam wzrok i obcasy w chodnik i rozkładam w myślach na części pierwsze tenże twór enigmatyczny. Po audiobułce. Czym jesteś, audiobułko? Halo, czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć?

Wnet świta mi pomysł na małe przechytrzenie 5-letniego systemu, ot retoryczny trik, dzieć raczej nie wychwyci, idę w zaparte. “A to kiedy dokładnie jecie tę audiobułkę?”, a on w śmiech.

“Mamo, jaką Ty jesteś niemądra, audiobułki się nie je, audiobułkę się słucha, po obiedzie, gdy jest odpoczynek.”.

Ok, synuszku. Odbiorę Cię po audiobooku, odbiorę.

Mama

 

Jeśli uśmiechnęłaś się czytając ten tekst, bo też zdarzają Ci się słowne nieporozumienia z Twoim dzieckiem, albo ono ma po prostu niesamowity luz w tworzeniu własnych, dla siebie tylko zrozumiałych słów - dodaj komentarz lub podeślij link do artykułu innym mamom. To wiele dla mnie znaczy, bo moją pasją jest wywoływanie takich uśmiechów u innych, dostarczanie im inspiracji, wiedzy i rozrywki na moim blogu oraz kanale na YouTube.

A Ty? Powiedz mi teraz co o tym myślisz -> -> -> NAPISZ KOMENTARZ